106 zawodników stanęło na starcie wyścigu Pucharu Świata w Kanadyjskim Bromont. Na trudnej trasie i w fatalnych warunkach niepokonany pozostał zawodnik gospodarzy Geoff Kabush.
Wyścig odbywał się półtorej godziny po zakończeniu wyścigu kobiet. Gdy one zaczynały wyścig nad Bromont świeciło nawet słońce, lecz warunki szybko pogarszały się. Przed startem mężczyzn zaczęło lać, co wprowadziło nerwowość w szyki zawodników, którzy musieli szybko podjąć decyzję o ewentualnej zmianie opon i ci, którzy się na to zdecydowali na pewno nie żałowali. Jak się okazało Bromont, tak jak rok temu pokazał swoje deszczowo-błotniste oblicze. Trasa była wymagająca, co oczywiste, ale gdy wszędobylskie kamienie i skały pokryły się błotem, stała się ona ekstremalnie trudna. Był na niej właściwie tylko jeden bardzo długi podjazd i następujący po nim 3-kilometrowy zjazd, na którym można było dużo zyskać, lub… stracić.
Od startu na prowadzenie wyszedł Florian Vogel, za nim podążało kilku kolejnych Szwajcarów (Naef, Schurter), na 4 pozycji jechał Julien Absalon. Pierwszy zjazd to prowadzenie Ralfa Naefa, szaleńcza prędkość i skoki niczym w downhillu. Za Szwajcarem podążał Absalon i Vogel. Po chwili z roweru zejść musiał mistrz świata Christof Sauser, aby uporać się z awarią sprzętu.
Na 2. okrążenie pierwszy wjechał Naef, któremu na kole siedział Absalon. Za nimi podążali, Florian Vogel, Nino Schurter, ewentualny zwycięzca wyścigu – Geoff Kabush i Jose Hermida. Na kolejnym podjeździe Absalon w swój charakterystyczny sposób zaatakował i wyszedł na prowadzenie. Kolejnych przeciwników mijał także Kabush i po chwili ta para jechała razem i oddalała się od 3 osobowego gangu Szwajcarów (Naef, Vogel, Schurter). W takiej też kolejności zawodnicy rozpoczęli 3. okrążenie trasy. I kiedy wydawało się, że reszta wyścigu rozegra się, według znanego od ostatnich 4 edycji Pucharu Świata scenariusza – to znaczy zwycięstwo Absalona, mistrz olimpijski zniknął z czołówki – prawdopodobnie na którymś ze zjazdów miał kraksę zerwał łańcuch i stracił kilkadziesiąt miejsc.
Na prowadzeniu w tym momencie był już Kabush, goniony przez Szwajcarów, za którymi podążał, co było sporym zaskoczeniem, Sam Schulz – młody zawodnik z USA, który do tego jechał na rowerze z kołami 29 cali. Na następnych miejscach jechali: Burry Stander i Jose Antonio Hermida. W tym momencie wyścigu Absalon miał już prawie 6 minut straty do prowadzącego, ale w dalszym ciągu pracował ciężko aby ponownie przebić się do czołówki.
 Na ostatnim okrżęniu Nino Schurter tylko cudem uniknął poważnej kraksy
Na 4. okrążenie Kabush wjechał z ponad minutową przewagą przed Naefem i jechał jak w transie, cały czas oddalając się od rywali. Wyraźnie siły zaczął tracić Nino Schurter, za to do przodu powoli przedzierali się Hermida i kolejny Szwajcar Lucas Fluckinger. Na ostatnie, 6. okrążenie Kabush wjechał z bardzo bezpieczną przewagą i wiedział już ze tylko niezwykły pech może odebrać mu zwycięstwo. Tutaj jednak mocno zaatakował Hermida i minął dwóch zawodników szwajcarskich (Naefa i Vogela). Niestety Julian Absalon ciągle tracił czas do czołówki i nie był w stanie ich już dogonić.
Na metę pierwszy wjechał Kanadyjczyk Geoff Kabush ku niezwykłej radości miejscowych kibiców. 2. miejsce trafiło w ręce Hermidy, trzeci był Ralph Naef. Julian Absalon nie był w stanie powtórzyć swojego zwycięstwa z Bromont z zeszłego roku. Na metę wjechał dopiero na 17. miejscu ze stratą 7:14. 13. miejsce w wyścigu zajął aktualny mistrz świata Chris Sauser, który jakoś nie może odnaleźć w tym sezonie dobrej formy.
Dla 32-letniego Kabusha, który prawie połowę życia spędził ścigając się na rowerach było to pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata, tym słodsze, że odniesione „w domu”. Tym samy Geoff kontuje dobrą passę z zeszłego tygodnia, gdy w Mont-Saint-Anne zajął także doskonałe 3. miejsce. Jak sam przyznał, między wyścigami prawie w ogóle nie trenował, aby być jak najbardziej świeżym. Zaskakujące jest również to, że udało mu się objechać 105 najlepszych zawodników świata… bez przedniej przerzutki! Nie, nie miał awarii – po prostu w ogóle jej nie używa. Z przodu ma po prostu pojedynczą tarczę (adoptowaną z roweru downhillowego) o 36 zębach i chaingude firmy MRP. System taki pozwala zaoszczędzić sporo masy, jest także znacznie bardziej odporny na awarie i mniej skomplikowany. Już kilku zawodników za oceanem wygrywa wyścigi na takich systemach, żeby choćby wspomnieć Jermy-Horgan Kobielskiego czy Adama Craiga, który nota bene we wczorajszym wyścigu zajął doskonałe 10. miejsce.
Kolejną, tym razem najważniejszą imprezą sezonu, będą rozgrywane za niecały miesiąc Mistrzostwa Świata MTB, które odbędą się w Australijskiej Canberze. Freecaster planuje oczywiście relacje na żywo (będzie je można obejrzeć także na stronach MTBnews.pl), z tym, że będzie to propozycja dla wytrwałych kibiców, gdyż wyścigi odbywać się będą w nocy naszego czasu.
Wyniki:
1. Geoff Kabush CAN 1:52:39
2. Jose Antonio Hermida Ramos ESP +1:31
3. Ralph Naef SUI +1:51
4. Florian Vogel SUI +2:11
5: Lukas Fluckinger SUI +2:22
6. Nino Schurter SUI +3:35
7. Burry Stander RSA +3:43
8. Ivan Alvarez Gutierrez ESP +4:39
|