MTBnews.pl

Start arrow Artykuły arrow Wywiady arrow Ciekawy człowiek
Ciekawy człowiek Email
15.03.2008.

Tomek RażniewskiTomek Rażniewski wyjechał z Polski w latach osiemdziesiątych. Najpierw do Włoch, a później na stałe do Kanady. Pasjonuje się głównie narciarstwem i kolarstwem górskim, które nadal uprawia.

Działania na polu instruktorskim i trenerskim w narciarstwie alpejskim towarzyszą mu od początku kariery zawodowej. Dawniej w MKS Karkonosze, później w Aesculapie, a obecnie w COP Calgary. Na rowerze przejechał wiele kilometrów, a należy przy tym powiedzieć, że oprócz typowej turystyki i ścigania się na szosie, uprawia kolarstwo ekstremalne. Lubi wielodniowe toury po wertepach, niekiedy w nocy. Uprawia również wspinaczkę górską - w skałach i lodzie. Ten polski Kanadyjczyk przyjeżdża do kraju każdego lata, by pojeździć na rowerze, a także pościgać się w MTB. Tomek Rażniewski udzielił nam krótkiego wywiadu.

MTBnews.pl: Jak to się stało, że został Pan Kanadyjczykiem?
TR: Prawdę mówiąc to nie wiem, chyba wtedy w latach 80 była moda na "Kanadę Pachnącą Żywicą", "Ziemię Obiecaną" i wszyscy szukali szczęścia poza granicami kraju, także i ja się zdecydowałem na wyjazd. Również fakt, że w 1988 roku miała tu być zimowa olimpiada zadecydował o mojej decyzji. W zimie trenuje alpejczyków i poza kolarstwem jest to sport, z którego również się utrzymuję.

ImageMTBnews.pl: Pracuje Pan jako trener kolarstwa górskiego. Od ilu lat jest Pan związany z tym sportem?
TR: Z kolarstwem jestem związany od blisko 20 lat. Krótko po przylocie stwierdziłem, że Góry Skaliste są wymarzonym miejscem na uprawianie kolarstwa i wkrótce potem zacząłem się tym sportem zajmować na serio. Przez szereg lat również trenowałem triatlonistów i szosowców. Nadal to robię, ale głównie zajmuję się MTB. Z zawodu jestem nauczycielem wychowania fizycznego, w 1983 ukończyłem Studia Wychowania Fizycznego we Wrocławiu.

MTBnews.pl: Czy trener to Pana głównym zawód, czy bardziej zajęcie dodatkowe?
TR: Trenerka to mój główny zawód w Kanadzie, ale trudno byłoby się z tego utrzymać, gdyby nie powiązanie ze sobą paru innych sportów. Jak już wspomniałem na wstępie, w zimie zajmuje się trenowaniem alpejczyków, a w lecie kolarzy i uczę także wspinaczki po skałach. Również jak wiem, że będę miał więcej czasu, to wracam do pracy do szkoły podstawowej na parę godzin tygodniowo. W ten sposób moja praca jest bardziej urozmaicona i ciekawsza.

Image

MTBnews.pl: Jest Pan również czynnym zawodnikiem startującym w wyścigach endurance. Skąd to zamiłowanie do ekstremalnego wysiłku?
TR: Myślę, że zamiłowanie do wyścigów endurance przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Skąd to zamiłowanie do ekstremalnego wysiłku u mnie, to naprawdę tak do końca nie wiem. Myślę jednak, że mam to już we krwi, żeby poddawać się takim próbom łamania barier wytrzymałości fizycznej. Wyścigi endurance nie należą do łatwych, a jednak wola walki, adrenalina i udowodnienie sobie samemu, że jest to do przejechania jest silniejsze od zdrowego rozsądku. Nie zawsze się to kończy dobrze, ale jak się osiągnie dobry wynik, to zadowolenie jest nie do opisania. W wyścigach 24-godzinnych startowałem 10 razy z tego 6 razy "solo", trzykrotnie zajmując pierwsze miejsce w kategorii wiekowej.

MTBnews.pl: W tym roku w Pana miejscowości odbędą się Mistrzostwa Świata Solo 24h. Jak przebiegają Pańskie przygotowania do tego startu?
TR: Jest to rocznica Mistrzostw Świata Solo 24h w Canmore, Alberta. Pierwsze mistrzostwa odbyły się tu 10 lat temu. Mam nadzieję, że wystarczy mi tej adrenaliny i dyscypliny psychicznej, żeby się odpowiednio to tego przygotować. Nic specjalnego nie robię w tym kierunku, to co zawsze, jeżdżę na rowerze. Już zacząłem sezon rowerowy, chociaż narciarski się jeszcze dla mojego klubu nie zakończył. W trakcie przygotowań muszę jeździć długie dystanse, ale tylko na 50-60% intensywności. Również sporo czasu poświęcam na chodzenie do siłowni, żeby wzmocnić te mięśnie, które będą mi najbardziej potrzebne do kręcenia. W takich wyścigach rozłożenie sił jest najważniejsze, a cała reszta to już psychika. Trzeba pamiętać, że wyścig trwa 24 godziny i z tego 7 godzin jazdy w nocy. Trasa wyścigu wymaga dużych umiejętności głównie w nocy, kiedy to widoczność jest ograniczona tylko do własnego oświetlenia. A kryzys pojawia się właśnie gdzieś po 10 godzinach jazdy.

MTBnews.pl: Kto jest Pana faworytem tych zawodów?
TR: Chciałbym, żeby wygrał w elicie obrońca tytułu z przed 10 lat Tinker Juarez (Volvo-Cannandale Team), wielokrotny mistrz świata i długoletni reprezentant USA w cross country. W kategoriach wiekowych, to za bardzo nie znam faworytów, ale po cichu mam nadzieje że w swojej kategorii będę w trójce.

MTBnews.pl: Jak by Pan ocenił poziom kolarstwa górskiego w Kanadzie pod względem organizacyjnym, najlepiej porównując to do polskich realiów.
TR: Myślę, że kolarstwo w Kanadzie mogłoby stać lepiej organizacyjnie, ale proszę wziąć pod uwagę, że odległości jakie tu panują często są dużą barierą finansową dla zawodników żeby podróżować do innych prowincji na wyścigi. Jedynie duże imprezy międzynarodowe ściągają zawodników z Północnej Ameryki i Europy. Wszystkie inne prowincjonalne wyścigi, to nie więcej jak 120 osób startujących we wszystkich kategoriach wiekowych. 24 godzinne wyścigi jedynie przyciągają dużą liczbę zawodników z całej Kanady i USA. Z tego co widzę, Polska znakomicie się zaadoptowała do kolarstwa MTB i szosowego. Liczba wyścigów i uczestników w Polsce jest naprawdę oszałamiająca. Organizacja i jakość polskich wyścigów jest na światowym poziomie. Miałem niejednokrotnie okazję startować w polskich maratonach i zawsze byłem pełen podziwu dla organizatorów i liczby startujących.

Image

MTBnews.pl: W Polsce nie jest najlepiej, a pozyskanie sponsora graniczy z cudem. Czy w Kanadzie jest pod tym względem łatwiej?
TR: W dzisiejszej dobie chyba nigdzie nie jest łatwo uzyskać sponsora i chyba w Kanadzie również by się to wiązało z "cudem". Trzeba się naprawdę dużo nachodzić, żeby coś znaleźć. Chyba, że jest się mistrzem świata, to wtedy jest trochę łatwiej. Proszę nie zapominać, że Kanada to hokej, a nie kolarstwo i wszyscy sponsorzy idą w tym kierunku. Kolarze w Kanadzie muszą mieć dobrą pracę i dużo pieniędzy żeby mogli się tym poważnie zajmować.
 
MTBnews.pl: Czy w Kanadzie MTB jest sportem popularnym? Czy zawodnicy lub zawodniczki klasy Sydor, czy Premont są osobami rozpoznawalnymi na ulicy?
TR: MTB jest sportem popularnym, ale jeszcze raz przypominam, że Kanada jest olbrzymim krajem i to kolarstwo jest rozciągnięte na 6 tysięcy kilometrów ze wschodu na zachód. Alberta liczy 2,5 miliona ludności, a pomieściłaby na swoim terytorium całą Polskę i jeszcze by zostało 1/3 wolnego obszaru. Oczywiście takie sławy kolarstwa jak Sidor czy Premont dla światka kolarskiego są znane, ale prawdopodobieństwo, żeby je ktoś na ulicy rozpoznał jest naprawdę małe.
Jako ciekawostkę podam, że jedyna transmisja z wyścigów kolarskich jaką można tu obejrzeć w telewizji jest z Tour de France.
 
MTBnews.pl: Dziękujemy za wywiad i życzymy powodzenia na Mistrzostwach Świata.
TR: Ja również dziękuję za możliwość udzielenia tego wywiadu i życzę dalszych wspaniałych sukcesów polskim kolarzom i organizatorom.
 
Tomek Rażniewski
Calgary, Alberta, Canada

 
 
Garneau
Alpina
Onestar - DMT

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack