Maja Włoszczowska szybko wraca do zdrowia po fatalnym wypadku na treningu przed Mistrzostwami Świata w Australii. Szykuje nam nawet małą niespodziankę. O tym wszystkim w naszym wywiadzie.
MTBnews.pl: Na wstępie zapytam o zdrowie. Jak się czujesz i czy leczenie przebiega bez większych problemów?
Maja: Jest coraz lepiej. Wszystko goi się w błyskawicznym tempie. Fachowcy z Australii zrobili naprawdę świetną robotę. Za dwa tygodnie powinny rozpuścić mi się szwy, które mam po wewnętrznej stronie dolnej wargi i już zupełnie będę jak nowa :). Oczywiście forma poszła mi mocno w dół - 9 dni przerwy i antybiotyki zrobiły swoje, ale inaczej wrócić do zdrowia się nie dało...
MTBnews.pl: Kiedy zobaczymy Ciebie w kolejnych zawodach MTB?
Maja: Mam nadzieję, że bardzo szybko. Jak zawodnik nie może się ścigać, to ciągnie go do tego 10 razy bardziej. Mam nadzieję zrobić kibicom niespodziankę, ale o tym w swoim czasie...
MTBnews.pl: Czy po tym feralnym upadku czujesz jakiś uraz psychiczny? Czy zastanawiałaś się jak to będzie, gdy znów przed tobą pojawi się karkołomny zjazd?
Maja: Nie mam pojęcia jak to będzie na skałach. Do tej pory mam za sobą dopiero trzy treningi - jeden na rowerze stacjonarnym i dwa na szosie. Widzę, że na szosie nie mam żadnych oporów przed prędkością, składaniem się w zakręty itp. Dlatego wierzę, że w terenie będzie podobnie :)
MTBnews.pl: Twój wypadek wywołał w Polsce sporą dyskusję, co do słuszności układania tak trudnych technicznie tras. Jedni twierdzą, że to głupota organizatorów, inni, że na tym właśnie ma polegać prawdziwe MTB. Jak uważasz, czy trasa była za trudna, czy zabrakło obycia na tego typu trasach?
Maja: Mój upadek wynikał z chwilowej utraty koncentracji. Gdy byłam w 100% skupiona zjazd pokonywałam pewnie. A dla tych, którzy się na nim dobrze nie czuli istniał objazd, który oczywiście kosztował utratę kilku sekund, ale był bezpieczniejszy. Trasa była adekwatna do rangi imprezy. Jeśli ktoś chce zostać mistrzem świata, musi być świetny nie tylko pod względem siły i wytrzymałości, ale też techniki i psychiki, a przy tym mieć jeszcze szczęście. Mi zabrakło tego ostatniego, bo tak jak pisałam, upadek to nie kwestia braków technicznych, co utraty koncentracji (wynikającej ze zbiegu okoliczności, o którym długo by pisać...).
MTBnews.pl: Przejdźmy do sprawy nurtującej twoich kibiców. Maja Włoszczowska opuszcza Puchary Świata, a szykuje się do tej jednej imprezy (w tym roku mistrzostw świata). Czy po tym wypadku, nie uważasz, że to ogromne ryzyko stawiać tylko na jedną imprezę? Można skończyć sezon z „niczym”.
Maja: Przede wszystkim odpuściłam tylko jeden Puchar Świata - w Bromont. Gdybym walczyła o podium klasyfikacji generalnej pewnie bym tam pojechała. A nie walczyłam m.in. dlatego, że po Igrzyskach pierwszą część sezonu postanowiłam wraz z trenerem potraktować ulgowo. Nie da się przez okrągły rok jeździć na najwyższym poziomie. Taka była tylko Gunn-Rita, reszta zawodniczek ma lepsze i gorsze wyścigi. Sztuką jest wybrać te priorytetowe i na nie przygotować najwyższą formę. Udało mi się z Mistrzostwami Europy i jestem przekonana, że udałoby się z Mistrzostwami Świata. Byłam w życiowej formie i nie mogę sobie darować tego wyścigu, ale taki jest sport. Z tego sezonu i tak jestem bardzo zadowolona. W Polsce wygrałam wszystko, co było do wygrania i przede wszystkim zdobyłam dla Polski historyczny złoty medal Mistrzostw Europy. Myślę, że to nie jest "nic". Oczywiście marzyła mi się tęczowa koszulka Mistrzyni Świata, ale widać jeszcze na nią za wcześnie. Mam teraz zdwojoną motywację na przyszłoroczne MŚ i myślę, że to jest "sens" mojego pechowego wypadku.
MTBnews.pl: Czy w twoim przypadku da się zdobywać medale MŚ i ME, a przy okazji wygrywać w zawodach Pucharu Świata? Czyli, czy Maja Włoszczowska jest na tyle silna, aby rządzić jak kiedyś Gunn-Rita Dahle?
Maja: Kobiece (męskie trochę też..) kolarstwo górskie bardzo się zmieniło. W tym roku na najwyższym stopniu podium najważniejszych imprez (MŚ, ME, PŚ) stało siedem różnych zawodniczek, w ubiegłym roku dziewięć... Nie ma w tej chwili jednej liderki, jak to było za panowania Norweżki. Większość zawodniczek albo odpuszcza Puchary Świata by przygotować się do imprez Mistrzowskich (np. Spitz, Lechner, Schneitter) albo rezygnuje z Mistrzostw Europy czy Świata by walczyć w Pucharze Świata (np. Byberg, Osl). Nie mam pojęcia jak Gunn-Rita była w stanie utrzymać tak wysoką formę przez okrągły rok. To po prostu fenomen. Przede mną jeszcze długa kariera, mam nadzieję, że odkryję przepis na bycie takim fenomenem.
MTBnews.pl: Na koniec zapytam o sprzęt. Mistrzostwa Świata i Puchary Świata pokazają, że „sztywniaki” są powoli na wymarciu, że wydaje się nadchodzić era fulli i kół 29”. Czy planujesz w najbliższym czasie zmienić sprzęt?
Maja: Wszystko zależy od specyfiki trasy. Na większości Pucharów Świata rozgrywanych w Europie, a także na Mistrzostwach Europy w Holandii zdecydowanie królowały hard-tail'e ("sztywniaki"). Puchary Świata w Kanadzie i Mistrzostwa w Australii to trasy pod rowery z pełną amortyzacją. Dlatego ideałem jest możliwość wyboru i z tej z pewnością w przyszłym roku skorzystam, tym bardziej, że Scott Spark cieszy się świetną opinią. Planuję na nim startować w przyszłym roku na Mistrzostwach Świata, a już tej jesieni będę testować jego możliwości. Do kół 29 calowych odnoszę się nieco sceptycznie, ale na pewno tę opcję przedyskutuję z Grzesiem Dziadowcem i zapewne też przeprowadzimy trochę testów by sprawdzić zalety i wady takiego rozwiązania.
MTBnews.pl: Dziękuję za rozmowę i życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia i sportu.
|