Jesień na karku, za chwilę zima, a jeździć trzeba. Przyjdzie spędzić trochę czasu na rowerze w czasie deszczu, pluchy czy wręcz mokrego śniegu. W takich okolicznościach niezbędne stają się błotniki.
Na zimę wiele osób odstawia swoje dopieszczone do najdrobniejszego szczegółu rowerki i składa lub wyciąga z garażu tak zwane „zimówki”. Jest to bardzo sensowne rozwiązanie, które pozwala oszczędzić z reguły dużo lepszy (i co nie bez znaczenia – znacznie droższy) sprzęt od nadmiernego zużycia spowodowanego częstym kontaktem z wodą, błotem i chemikaliami sypanymi w zimie na nasze ulice. Oprócz sprzętu warto zabezpieczyć także siebie. Do tego najlepiej nadają się pełnej długości błotniki. Co prawda błotniki w rowerze górskim nie wyglądają specjalnie „sexy”, ale przemoknięty, zmarznięty i ubłocony rowerzysta też nie!
Do jednej z naszych zimowek założyliśmy błotniki Adventure z bogatej kolekcji firmy SKS. Dlaczego właśnie takie? Są dość długie, wiec dobrze spełniają swoją podstawową rolę – ochronę przed chlapiącą wodą i błotem, są tanie, lekkie, dają się błyskawicznie założyć i zdjąć, a przy tym pasują do starszych, bardziej tradycyjnych rowerów, a także do rowerów z hamulcami typu V-brake, czyli takimi które często robią właśnie za zimówki.
Jednak to, co czyni je przydatnymi i łatwymi do założenia do tańszych i starszych rowerów jest jednocześnie ich wadą. Aby zamontować przedni błotnik musimy posiadać rower z otworem w podkowie amortyzatora lub w dolnej części sztywnego widelca, co eliminuje jego użycie z większością nowoczesnych amortyzatorów. Uchwyt tylnego błotnika wymaga albo otworu w ramie, jeśli rower ma tzw. monostay albo mostka pomiędzy rurkami tylnego trójkąta. W naszym testowym rowerze korzystaliśmy z tego pierwszego rozwiązania.
Chwyty do błotników mocujemy jednorazowo i od tego momentu zakładanie i zdejmowanie błotników trwa kilka sekund. Tylny błotnik pasuje do ramy, które mają średnicę rury podsiodłowej w granicach 28-35 mm.
Jazda i ochrona
Testowaliśmy błotniki w warunkach, gdzie naprawdę się przydały – w deszczu, na mokrym asfalcie z kałużami, a także w błocie. Na mokrej nawierzchni i jadąc przez kałuże zapewniają prawie 100% ochronę, włącznie z butami, które w ogóle nie są chronione w przypadku błotników mocowanych do dolnej rury ramy. Długość błotników wydaje się być dokładnie taka jak należy. Po długiej jeździe po mokrej nawierzchni nie było śladów błota na ubraniu i tylko minimalne na butach.
Przy jeździe w gęstym błocie problemem może być prześwit między błotnikiem a oponą, szczególnie jeśli używamy opon o dużej objętości. W takim przypadku mocowanie przedniego błotnika musi być umieszczone nieco inaczej niż widać na zdjęciach (te były robione podczas testowania z oponami miejskimi). Nie polecamy stosować tych błotników na bardzo wyboiste trasy, które pokonuje się z dużymi prędkościami. W takich sytuacjach zaczynają mocno dygotać, szczególnie jeśli przylepi się do nich od wewnątrz sporo błota, co zwiększa ich masę. W takich sytuacjach lepiej sprawdzają się krótsze tylne błotniki i przednie mocowane do dolnej rury ramy.
Testowane błotniki to tylko jeden w kilkunastu typów produkowanych przez SKS. Te akurat idealnie się spisują w tej konkretnej „zimówce”, ale radzimy się rozejrzeć w ofercie firmy w celu dobrania sobie takiego modelu jaki najbardziej będzie Wam pasował.
Błotniki SKS Adventure
Masa: 300 g. komplet
Cena: 44,9 zł komplet 2 błotników przód+tył
Uwagi: pasują również do rowerów z kołami 28 cali
Dystrybucja: Velo
|