MTBnews.pl

Start arrow Newsy arrow Wydarzenia arrow Chciał dać nauczkę
Chciał dać nauczkę Email
04.11.2009.
fot. Chris RobertsRzadko piszemy o wydarzeniach nie związanych bezpośrednio z kolarstwem górskim. Tym razem jednak warto zrobić wyjątek, mimo, że sprawa miała miejsce za oceanem.

Każdy z nas od czasu do czasu, a niektórzy nawet bardzo często, jadąc na rowerze współdzieli drogę z samochodami. Czasami obecność rowerów na drodze denerwuje kierowców, którzy muszą zwolnić, gdy nie mają miejsca aby ich wyprzedzić. Sytuacja się pogarsza, jeśli rowerzystów jest kilku i jadą oni obok siebie. Tak właśnie wyglądała sytuacja na jednej z jezdni w Los Angeles, 4 lipca zeszłego roku. Zbliżającego się od tyłu do dwóch rowerzystów kierowcę zdenerwował fakt, że jadą obok siebie. Wyprzedzając zrównał się z nimi, opuścił boczną szybę i nastąpiła „wymiana uprzejmości” pomiędzy nim a kolarzami. To zdenerwowało kierowcę do tego stopnia, że przyspieszył, zajechał drogę rowerzystom i nacisnął gwałtownie na hamulec. W tym momencie rowerzyści jechali z góry z szybkością ponad 50 km/h.

Nietrudno sobie wyobrazić jaki był efekt. Ten, który miał większego pecha, bez mała wpadł do samochodu przez tylną szybę odnosząc niezwykle poważne obrażenia twarzy: wybite zęby i prawie oderwany nos. Potrzebne było 90 szwów i operacja plastyczna, aby mógł wrócić do zdrowia. Drugi rowerzysta, po uderzeniu w zderzak, przeleciał przez kierownicę i spadając na jezdnię zerwał sobie więzadła w barku i poważnie się potłukł.

fot. Chris Roberts
Tak wyglądał samochód po uderzeniu przez kolarza. fot. Chris Roberts

Kierowca, który okazał się być byłym lekarzem pogotowia ratunkowego(!), z rozbrajającą szczerością powiedział przybyłemu na miejsce policjantowi, że ma już dość rowerzystów, którzy ciągle blokują jezdnie i że „chciał im dać nauczkę”. Ten natomiast, gdy zdał sobie sprawę, że to nie był po prostu wypadek, zawiadomił prokuratora, który w ciągu tygodnia oskarżył sprawcę o 6 przestępstw, włączając w to atak z użyciem śmiertelnie niebezpiecznego narzędzia, pobicie z ciężkim uszkodzeniem ciała i okaleczenie. W zakończonym właśnie procesie, którego przeprowadzenie sądowi w LA zajęło zaledwie kilka posiedzeń w ciągu 3-tygodniowego okresu, kierowca, który nigdy nie przyznał się do winy, twierdząc, że był to nieszczęśliwy wypadek, został jednogłośnie przez sędziów przysięgłych uznany winnym wszystkich zarzucanych mu czynów i może być skazany nawet na 10 lat więzienia (wyrok zapadnie 3 grudnia).

Istotne jest to, że do skazania oskarżonego przyczyniło się także wcześniejsze zgłoszenie na policję podobnego przypadku na tej samej ulicy, w którym kierowca próbował celowo gwałtownie zahamować przed dwoma innymi rowerzystami. Wtedy udało się im cudem uniknąć wjechania w tył samochodu, jednak jeden z nich zrobił zdjęcie auta i jego numeru rejestracyjnego. Okazało się, że to był ten sam samochód, którego kierowca później okaleczył dwóch innych rowerzystów. To pokazuje, że warto na policję zgłaszać nawet próby łamania prawa, nawet jeśli nie doszło do uszkodzenia ciała.

Morał tej historii dla każdego będzie inny, ale jedno jest pewne. Stracili na tym wszyscy – rowerzyści zdrowie, czas i rowery, kierowca - właściwie całe swoje przyszłe życie (ma teraz 60 lat). A zaczęło się od z pozoru niewinnej wymiany zdań…

--
Może jesteśmy zbytnimi pesymistami, ale mamy niejasne przeczucie, że gdyby to zdarzenie miało miejsce w naszym pięknym kraju, to oskarżeni zostaliby… rowerzyści. Następnie, po 5 lat trwającym procesie, zostali by uznani za winnych zniszczenia auta przy pomocy niebezpiecznego narzędzia (czyli własnej twarzy), gdyż okazałoby się na przykład, że ich rowery nie były wyposażone w dzwonki.

--

 
 
Garneau

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack