Marcin Piecuch i Arkadiusz Cygan, po udanym występie na tegorocznej edycji wyścigu etapowego TransAlp, postanowili powrócić tam w przyszłym sezonie i powalczyć o jeszcze lepsze lokaty.
MTBnews.pl: Kilka dni temu odbyła się rejestracja na przyszłoroczną edycję TransAlpu, z którą związane są pewne emocje. Jak ci poszło?
Marcin: Zacznę od tego, że po sezonie nie byliśmy pewni, czy startować w TransAlpie 2010. Szukaliśmy innej etapówki, która zagwarantuje nam podobny poziom rywalizacji i doznań. Przy okazji chcieliśmy zobaczyć coś nowego. W grę wchodziły TransRockies, La Ruta, Cape Epic. Ostatnia odpadła przez zbyt wczesny termin – ale może kiedyś sięuda, zobaczymy. La Ruta – start tylko solo. Oglądając różne relacje z poszczególnych etapówek uznaliśmy, że wokół TransAlpu najwięcej się dzieje. W momencie, gdy zobaczyliśmy zmienioną trasę na 2010, byliśmy już przekonani, że chcemy tam wrócić! Rejestracja miała wyglądać jak co roku. 6 grudnia, równo o 12:00 na stronie ukazuje się formularz, który trzeba wypełnić. Pierwsze 350 teamów przechodzi dalej, z pozostałych osób losowane jest kolejne 200, co razem z kilkoma VIPami dało w tym roku 584 startujące zespoły. W tym roku towarzyszył nam jeszcze większy stres – wiedzieliśmy, o co walczymy. Obaj oddzielnie zaczęliśmy uzupełniać formularze, niecałe 5 minut i po wszystkim. Wysłaliśmy dwa. Do 16:00 czekaliśmy na odpowiedź od organizatora, czy się zakwalifikowaliśmy. Pojawiła się informacja, że w ciągu 9 minut rozeszły się wszystkie miejscówki! Jakieś 30 minut później przyszło pierwsze potwierdzenie na emaila. Jedziemy!
MTBnews.pl: Z kim wybierasz się na ten legendarny wyścig?
Marcin: Tak jak już wspomniałem, z Arkiem tworzymy najlepszy zespół. Dopełnieniem naszego teamu, bez którego nie wyobrażamy sobie uczestnictwa, będą na pewno Asia i Grzesiek „Słoik”. Asia, masując, stawia nas na nogi po każdym etapie, ale też świetnie sprawdza się jako crazy camper driver, a Słoik nawet o północy wyjedzie na każdą górę, żeby zdążyć dostarczyć nam wodę. Taka pomoc jest nieoceniona, bardzo się z tego cieszymy. Kto jeszcze? Może ktoś chce? Zapraszamy.
MTBnews.pl: W ubiegłym roku zajęliście 25. miejsce w swojej kategorii (elita), jaki wynik chcielibyście osiągnąć za drugim startem?
Marcin: 25 miejsce na 280 teamów w kategorii i 29 open na 584 teamy w 100% odzwierciedla to, co mogliśmy wycisnąć z siebie w tym roku. Porównanie pojedynczego etapu z zawodami w Polsce, gdzie ze stratą kilkunastu minut do pierwszego przyjeżdża piąty zawodnik, a tam wpada ponad 20 teamów, czyli około 50 osób, najlepiej oddaje poziom na Transalpie. Poza 4. etapem, gdzie z powodu awarii straciliśmy ponad pół godziny, szczęście nam dopisywało. Ale odliczenie tej straty spokojnie przesunęłoby nas w generalce o kilka miejsc do góry. Mamy nadzieję, że kolejny start będzie jeszcze bardziej udany. Od początku będziemy mieli pierwszy sektor (w tym roku będzie to pierwsze 25 teamów), a doświadczenie z tego roku pomoże piąć się w górę.
MTBnews.pl: Czy zdarzyły się jakieś sytuacje, które zapadły wam szczególnie w pamięć?
Marcin: Jasne! Naprawdę Transalp dostarczył nam niesamowitych przeżyć, których opowiadanie i tak w pełni nie oddaje. Przede wszystkim na każdym metrze jest walka, cały czas trzeba pilnować ataków. Dokładnie pamiętamy finisze na każdym etapie, przy huku grzechotek i krzykach kibiców. Cały czas liczy się taktyka i jazda teamu, mocniejszy zawsze pomaga słabszemu. Na drugim etapie jadąc z zawodnikami z Kostaryki jeden z nich był z przodu, drugi za nami. Pierwszy nadał tak mocne tempo, że urwał swojego kompana. Z etapu trzeciego pamiętamy przepychanie się po wąskiej ścieżce między krowami i zjazd serpentynami, gdzie w zacienionych miejscach leżał śnieg… później większą grupą na krętym asfaltowym zjeździe przekraczaliśmy 90 km/h. Etap 4. to jedyny pechowy, którego nie chcemy wspominać, może poza ostatnim zjazdem stokiem narciarskim w Val Gardena, na którym czuliśmy swąd klocków, a prędkości i tak były zabójcze. Etap 5. to podjazd o największej różnicy poziomów i niekończący się kilkunastokilometrowy singiel do mety. Etap 6. to pasjonująca walka na finiszu, przy tłumie kibiców i spikerze krzyczącym nasze „nazwiska” [Pikuj] i [Sajgan]. Na etapie 7. po pierwszym podjeździe czekał na nas Słoik z camelbakami. Coś się zamieszało, ja złapałem Arka, a Arek mój… Arkowi przeszkadzała dłuższa rurka, ja zdążyłem pociągnąć łyk sfermentowanego w rurce Nutraxxa, bo Arek zrobił go dzień wcześniej, żeby rano dłużej pospać. Jakby tego było mało, gdy na zjeździe zamieniliśmy się plecaczkami, ja swój ubrałem „do góry nogami”… Na tym etapie ostatnie 7. kilometrów prowadziło pod górę. Gdy nachylenie dochodziło do 30% na szutrze były płyty betonowe, ale i tak zdarzyło się, że podbiegaliśmy. Przed samym szczytem udało się nam zaatakować i zgarnąć najlepsze 18. miejsce! Ostatni etap to karkołomny zjazd, na którym znalazłem siodełko Fizik Tundra, ale niestety z wyrwanymi prętami. Na koniec finisz na ulicach Riva del Garda i niekończąca się radość, której nie da się opisać…
MTBnews.pl: Czy po tegorocznym starcie macie jakieś przemyślenia co do przygotować do TransAlpu 2010?
Marcin: Oczywiście. Każdy kolejny wyścig analizujemy, starając się wyciągnąć wnioski i poprawiać błędy. Zmiany w treningach nie będą duże, bo przygotowanie było wzorowe. Poznając swój i Arka organizm przez ostatnie lata mogłem ułożyć taki plan, który zaowocował szczytem na Transalp. Niemniej dalej się rozwijając, forma powinna być jeszcze wyższa. Sprzęt również chcielibyśmy utrzymać na tym samym poziomie. Cannondale to według mnie najlepsze rowery i trzeci rok z tą marką to najlepsze rozwiązanie. Natomiast w logistyce możemy jeszcze sporo podciągnąć. Chociażby dostarczanie bidonów na trasie. Nasz Słoik musiał ścigać się rowerem z samochodami i motorami teamów, z którymi rywalizowaliśmy.
Schemat przygotowania się z etapu na etap, jaki wyćwiczyliśmy po kilku dniach w 2010 roku również zaprocentuje od pierwszego startu. Przez pierwsze dni uczyliśmy się jak organizować czas po wyścigu. Dopiero po 5. etapie nie marnowaliśmy czasu na niepotrzebne stanie w kolejkach do myjek, itp. Tutaj również bardzo liczyła się pomoc całej „załogi”, która przejeżdżając kamperem wymieniała wodę w zbiornikach, robiła zakupy… Bardzo ważną rzeczą, która mi jeszcze przychodzi do głowy, to cała organizacja przed wyścigiem. W tym roku wszystko niestety przeciągnęło się dosłownie do ostatniego dnia. Dogrywanie sponsorów, rozliczanie pieniędzy, projekty reklam, strojów itp. zajęły mi bardzo dużo czasu i niepotrzebnie przesunęły się na sezon startowy. Jest to jednak kolejne doświadczenie i myślę, że z tym również poradzimy sobie lepiej w 2010 roku.
MTBnews.pl: Marcin Piecuch kojarzony był raczej z maratonami, a tymczasem mniej widać Ciebie w tej konkurencji. Czy to znaczy, że idziesz bardziej w kierunku etapówek?
Marcin: W tym roku miałem 19 maratonów, a w sezonie 2008 tylko o jeden więcej. Różnica może polega na tym, że z ogólnopolskich maratonów wybrałem Bikemaraton, a zrezygnowałem z cyklu Skandii i Powerade, natomiast dodatkowo startowałem w cyklu Cyklokarpaty.pl rozgrywanym w moim regionie. Jest to młody cykl, ale tegoroczne trasy zaliczam do najciekawszych, na których startowałem w Polsce, gdzie suma przewyższeń zawsze wynosiła ponad 2 000 m.
Kolarstwo to najlepszy sposób spędzania czasu. Jest to dla mnie przyjemność, a kolejne cele jakie sobie wyznaczam to pomysły, które rodzą się w mojej głowie. Jednocześnie chcę robić to jak najlepiej, dlatego odpowiednio stopniuję przygotowania i chłodno oceniam, czy jestem gotowy. Od kiedy zacząłem jeździć na rowerze, przyjemność sprawiało mi pokonywanie najdłuższych dystansów. Zawsze startuję na dystansach Giga. Nawet będąc jeszcze juniorem w 2004 roku przejechałem 128 kilometrów na Mistrzostwach Słowacji z 3600 m przewyższenia i dwa tygodnie później Mistrzostwa Świata Amatorów w Austrii z podobną sumą przewyższeń (które udało mi się wygrać!). Cieszymy się z sukcesów, dlatego warto najpierw poznać swój talent i go rozwijać. Ja mam predyspozycje do takich wyścigów. Wyścigi etapowe to według mnie kolejny stopień trudności. Nie lubię stać w miejscu.
MTBnews.pl: W jakich wyścigach oprócz TransAlpu planujesz wystartować w przyszłym roku?
Marcin: Przyszły sezon będzie wyglądał podobnie. Najważniejszy jest oczywiście TransAlp. Głównym ogólnopolskim cyklem będzie dla mnie Eska Fujifilm Bikemaraton, gdzie 4. sezon będę startować w barwach Teamu Eska. Radio Eska pomaga nam również zorganizować wyjazd na TransAlp. W sezonie 2009 razem doszliśmy do porozumienia z firmą SZiK i naszym rodzinnym miastem Rzeszów - Stolicą Innowacji. Byli to główni sponsorzy wyjazdu. Oczywiście nie zapominam o pomocy od firm: Resgraph, Greinplast, Fan-sport, TPM, Express, Bikeman, Sportkonsulting, Bikeland, Nutraxx, Xsenofit, Sportgang i Habys. Bez nich nie mielibyśmy możliwości ścigać się na wysokim poziomie. Z pozostałych ogólnopolskich cykli prawdopodobnie wystartuję tylko na Skandii w moim rodzinnym Rzeszowie. Cieszę się, że kolarze z całej Polski będą mieli okazje zobaczyć „moje” tereny, dlatego aktywnie uczestniczę przy planowaniu trasy. Już teraz wszystkich zapraszam. Formę będę szlifował na Cyklokarpatach, być może nawet powalczę w klasyfikacji generalnej. Jedyną imprezą cross country w moim kalendarzu będą Akademickie Mistrzostwa Podkarpacia i Polski, na których reprezentować będę swoją uczelnię – Politechnikę Rzeszowską.
MTBnews.pl: Kalendarz dopięty, kiedy w takim razie zaczynasz przygotowania?
Marcin: Regularne treningi rozpocząłem już prawie miesiąc temu. Sezon 2009 skończyłem dość szybko, trochę z przymusu, ponieważ od września mocno walczyłem z projektami i egzaminami by zaliczyć 6. semestr. Gdy zacząłem czuć coraz większą ochotę na rower, do relaksowania się na saunie i basenie włączyłem krótkie przejażdżki. Równocześnie rozpocząłem ogólnorozwojowe przygotowanie na siłowni. Prawidłowo przepracowany cykl zaprocentuje w sezonie. Treningi te odbywamy na siłowni CoolGym w Rzeszowie, bardzo dobrze wyposażonej w specjalistyczne przyrządy. Póki co pogoda sprzyja, dzięki czemu nie musiałem jeszcze odpalać trenażera. Przygotowania do sezonu to również szukanie sponsorów, które również rozpocząłem. Mam nadzieję, że reklamy, które mam do zaoferowania, zainteresują kolejne firmy.
|