Należąca do czołówki krajowej kobiecego kolarstwa Sylwia Kapusta dokonuje poważnych zmian w swoim życiu prywatnym i sportowym. Dla nas uchyla rąbka tajemnicy na temat swojej przyszłości.
MTBnews.pl: Na wstępie gratulacje z okazji ślubu! Czy decyzja o małżeństwie będzie miała jakiś wpływ na Twoją dalszą karierę sportową?
S.K.: Dziękuję bardzo. Myślę, że małżeństwo w moim przypadku niewiele zmieni, gdyż jesteśmy już razem wystarczająco długo, aby się rozumieć i wiedzieć, co dla kogo jest ważne, jakie są nasze cele życiowe itd. Oczywiście wszystkie ważne decyzje podejmujemy wspólnie, rozmawiając na dane tematy i to też dotyczy mojej dalszej kariery sportowej.
MTBnews.pl: Na swojej stronie internetowej WWW zestawiłaś ze sobą, choć w perspektywie przyszłości, dwa słowa: „koniec kariery i rodzina”. Na ile poważnie myślisz już na ten temat?
S.K.: Tak naprawdę skupiam się na tym co jest tu i teraz, korzystając z szans na rozwój, które daje mi życie. Dopóki będę czerpać z tego przyjemność, rozwijać się, odnosić coraz większe sukcesy i czerpać jakieś korzyści finansowe, a zdrowie będzie ze mną, z pewnością będę uparcie dążyła do osiągnięcia swoich celów. Wierzę, że mi się to uda, a wtedy będę mogła zakończyć karierę, założyć rodzinę i spełniać się jako szczęśliwa żona i matka. Obecnie jednak jeszcze o tym nie myślę zbyt często i poważnie. Na wszystko jest odpowiednia pora.
MTBnews.pl: Wróćmy jednak do kolarstwa, czy sezon 2009 uważasz dla siebie za udany?
S.K.: Właściwie powinnam powiedzieć TAK, bo chyba większość osób tak uważa, a przynajmniej takie informacje do mnie docierały. Osobiście myślę, że udany, szczególnie cieszy mnie swoja pierwsza koszulka Mistrzyni Polski, zdobyta w Walimiu podczas Górskich Mistrzostw Polski na szosie. Jestem jednak bardzo wymagająca wobec siebie i mam wyższe cele w życiu, z których jednego, najważniejszego nie udało się osiągnąć. Chodzi o mistrzostwa świata ze startu wspólnego. Pozostał spory niedosyt, ale też mądrość życiowa i duży zadzior do walki.
MTBnews.pl: W kolarstwie górskim zdobyłaś medal ze sztafetą, co się stało w wyścigu indywidualnym na MP?
S.K.: Medal w drużynie był dla naszego teamu sporym kopem do walki w wyścigach indywidualnych i zdecydowanie największym sukcesem drużyny Corratec Team. Dwa dni później wyścig był rozgrywany już całkowicie na nowo, w odmiennych warunkach pogodowych, a ten dzień nie należał dla mnie do najlepszych. Mniej więcej godzinę przed startem dowiedziałam się, że nie jedziemy (kadra kobiet na szosie) na etapówkę do Francji (na którą byłam już spakowana, bo dwa dni później miał nastąpić wyjazd), a osobiście była dla mnie impreza ważniejsza niż MP MTB. Tym bardziej, że w tym roku kadra nie miała zapewnionych startów zagranicznych, więc każdy taki pojedynczy wyjazd był na wagę złota. Stres, złość, jakie we mnie się skumulowały, nakręciły do walki, jednak znacząco przeszkadzały na trasie, która po nocnych ulewach stała się śliska, techniczna, a ja popełniałam błąd za błędem, co w rezultacie dawało 5, czy 6 miejsce, a do tego jeszcze na ostatnim okrążeniu złapałam gumę i wówczas wyścig się dla mnie zakończył.
MTBnews.pl: Od kilku lat startujesz na szosie i w MTB, która z tych konkurencji jest dla ciebie priorytetowa, a która uzupełniająca?
S.K.: Początkowo szosa była dobrym przygotowaniem do MTB. Jednak w późniejszym czasie role się odwróciły i to MTB stało się uzupełnieniem, a szosa priorytetem. W 2009 roku byłam dosyć widoczna wiele razy na maratonach i wyścigach cross country, jednak głównie stało się to za sprawą braku startów na szosie. Uzupełnienie okazało się strzałem w dziesiątkę, gdyż dzięki temu zaliczyłam więcej startów, które mi zaprocentowały w późniejszym czasie na szosie. Dodatkowo sezon był dla mnie niezwykle wszechstronny i bogaty w nowe doświadczenia.
MTBnews.pl: Ostatnia informacja z twojej strony WWW brzmi dość tajemniczo: „w przyszłym sezonie będę się ścigać w nowych barwach z wysokimi aspiracjami i częściowo spełni się jedno z moich marzeń…”. Mogłabyś zdradzić coś więcej dla czytelników MTBnews.pl?
S.K.: Hmm… trzymam tą wiadomość nadal dla siebie, gdyż dopiero za jakieś 2-3 tygodnie będę mogła zdradzić szczegóły. Na razie uchylę rąbka tajemnicy i powiem tylko tyle, że przyszły sezon wiążę z szosową grupą zagraniczną istniejącą już w światku kolarskim wiele lat. Ma ona wiele sukcesów na swoim koncie, także wysoko stawiają sobie cele, co oczywiście mi się bardzo podoba, tak samo jak główny cel dla mnie i drużyny, który został mi przedstawiony.
MTBnews.pl: Na koniec pytanie z przymrużeniem oka. Mówią na ciebie aniołek, jednak na wyścigu, gdy coś nie gra, potrafisz pokazać różki?
S.K.: Hehe… to fakt, potrafię szybko z aniołka zmienić się w niecnego diabełka, który na trasie nie zna słowa ból. Szczególnie, jak trasa nie jest zbytnio techniczna, ale jest ciężka, siłowa i bardzo wymagająca fizycznie. Jednym słowem dobrze jest, gdy ktoś podniesie mi ciśnienie przed startem. :-)
|