Podczas ostatnio rozgrywanego maratonu Mazovii w Skarżysku, prowadzący w rankingu Pucharu Polski Przemysław Ebertowski wykazał się niezwykła determinacją.
Wspominaliśmy o tym już w relacji z tej imprezy, ale chcieliśmy poznać szczegóły. Zawodnik Treka Gdynia na około 50 kilometrze wyścigu, jadąc w ścisłej czołówce „urwał” tylną przerzutkę. Pech, który spowodowałby wycofanie się z wyścigu większości innych nie załamał zawodnika. Próbował spiąć łańcuch „na krótko”, ale nie było to takie proste, gdyż tak spreparowany napęd nie pracował płynnie. Gdy po długim czasie w końcu udało się go ujarzmić, kilka mocnych depnięć na pedały, wtedy już single speed’a, spowodowały rozerwanie się łańcucha. Na tym etapie Przemek miał już prawie pół godziny straty do czołówki. Wydawało się, że trzeba będzie się pogodzić z DNF'em, ale w tym momencie na drodze pojawił się niespodziewany suport w postaci… rolnika jadącego na swoim rowerze przez las. Facet był na tyle uprzejmy, że zaproponował Ebertowskiemu pożyczenie swojej maszyny, aby mógł ukończyć wyścig. Nie trzeba dodawać, że jego rower bynajmniej nie był „góralem”, ale miał za to dynamo, bagażnik, błotniki, siodełko na sprężynach, prawie nie działające hamulce i wąskie opony. Całe szczęście miał także jako tako działające prehistoryczne przerzutki.
Po przepięciu numeru startowego i chipa Przemek wsiadł na rower rolnika, swojego Treka zarzucił na ramię i kontynuował wyścig, gdyż jak twierdzi, ma taką naturę, że nigdy się nie poddaje. Jazda w ten sposób nie była łatwa, więc zaliczył kilka „gleb”, ale w końcu dotarł do najbliższego bufetu, gdzie zostawił uszkodzony rower pod opieką organizatorów. Kolejne 45 kilometrów pokonał na 20 kilogramowym „złomie” przez większość czasu trzymając jedną ręką przymocowaną do ramy manetkę, gdyż inaczej przełączała się ona w tryb „automatu” samoistnie zmieniając biegi. Na metę dojechał szczęśliwie na 60 miejscu, tracąc do zwycięzcy prawie 2 godziny. Biedny właściciel roweru musiał w międzyczasie przejść 20 kilometrów piechotą, aby odebrać swoją własność!
Po ukończeniu i ochłonięciu Przemek doszedł do wniosku, że cała akcja była jednak zbyt ryzykowna, gdyż pożyczony rower mógłby się w dowolnym momencie „rozłożyć”, co mogłoby doprowadzić do poważnej kontuzji. W całej historii jest jednak happy end. Wynik poszedł do odrzutki, a Ebertowski w dalszym ciągu utrzymał prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Polski w maratonach MTB.
Strona zawodnika: www.ebertowski-mtb.pl
|