Ewelina Ortyl jest już postacią dość znaną wśród maratończyków w kraju. Twarda i nieustępliwa dziewczyna z grupy Twomark dała się też poznać z dobrej strony na imprezie międzynarodowej.
MTBnews.pl: Niedawno zwyciężyłaś w prestiżowym maratonie Salzkammergut-Trophy na najdłuższym dystansie 211 km . Jakie to uczucie wysiedzieć w siodle ponad 14 godzin?
E.O.: Moje siedzenie wytrzymało 11 godzin bez problemu, potem było mniej komfortowo, zwłaszcza, że siodło (Tune SpeedNeedle Marathon) mam naprawdę twarde! Moje wrażenia - niesamowite! Tak jak niesamowity i niepowtarzalny jest cały ten wyścig. Po raz pierwszy startowałam na tak długim dystansie, z tak dużą sumą przewyższeń. Taktyka była właściwie bardzo prosta: jechać cały czas bardzo spokojnie, swoim tempem, bez przesileń i w końcowym etapie „podkręcić” stopniowo tempo. Konsekwentnie ją realizowałam przez cały wyścig i to dało mi wygraną. Przewagę, nad drugą zawodniczką na mecie wypracowałam na ostatnich 60km i do końca czułam, że mam spory zapas sił. Od początku miałam świadomość, że będę jechać kilkanaście godzin, jednak kiedy po trzech godzinach jazdy spojrzałam na licznik i zobaczyłam, że przejechałam zaledwie 45 km to zrobiło wrażenie. To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło to z całą pewnością organizacja wyścigu (organizatorzy naszych imprez mogliby sporo podpatrzeć - np. strefy przeznaczone na wyrzucanie śmieci), atmosfera całej imprezy i doping kibiców na trasie-bezcenne!
MTBnews.pl: Czy było to dla ciebie największe wyzwanie z dotychczasowych?
E.O.: Z całą pewnością wygraną w Salzkammergut-Trophy uważam za swoje największe osiągnięcie sportowe, chociaż wygrana przyszła mi zaskakująco łatwo. Stojąc na starcie o 5:00 rano nie miałam żadnego doświadczenia z tak długim dystansem. Okazało się, ze mój organizm zniósł te 14 godzin całkiem nieźle, co zresztą przewidział mój trener. Dużo się też nauczyłam, już wiem jak nieprzewidywalna pogoda potrafi być w Alpach. Kiedy po całym dniu upału na ok. 30 km przed metą rozpętała się burza z piorunami i zaczęła prawdziwa ulewa i zrobiło się zimno było naprawdę ciężko. Widziałam zawodników, rezygnujących z tego powodu pod koniec wyścigu, ale ani przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że mogłabym się poddać. Ale prawda jest taka, że nie byłoby tego sukcesu gdyby nie wszystkie poprzednie sezony. Od początku mojej przygody z kolarstwem górskim ścigam się na dystansie giga i chociaż do tej pory najdłuższe moje ściganie to ok. 6-7 godzin to było dobrą podstawą.
MTBnews.pl: Czy nie myślałaś o startach w wyścigach 24-godzinnych?
E.O.: Dobre pytanie, moja rywalka z Salz, która specjalizuje się w wyścigach 12-godzinnych pytała mnie o to samo, może powinnam rzeczywiście spróbować? Ale nie, nigdy nie myślałam o startowaniu w tego rodzaju wyścigach. Bardziej podobają mi się trudne wyścigi XC typu trasa w Polanicy Zdrój, trenowałam już na tej trasie, ale zawody w Polanicy już się nie odbywają. Obecnie trudność niektórych maratonów jest zdecydowanie większa od trudności rozgrywanych zawodów XC w Polsce.
MTBnews.pl: Czym dla ciebie jest kolarstwo i ile czasu poświęcasz dla tego sportu?
E.O.: Pasją, zabawą, sposobem na spędzanie wolnego czasu, sposobem dbania o zdrowie i sylwetkę. O moje treningi dba mój trener Marcin Stryjski (marcin_wega) i dobiera je w taki sposób, żeby możliwe było pogodzenie mojej pracy z uprawianiem kolarstwa. Pracę mam bardzo wymagającą umysłowo, więc kolarstwo i związany z nim wysiłek fizyczny jest też dla mnie formą zrelaksowania umysłu. Poza sezonem trenuję nie więcej niż 4 godziny tygodniowo. W sezonie oprócz cotygodniowego startu w zawodach przeznaczam 1,5-2 godziny tygodniowo na trening. Ze względu na charakter mojej pracy nie mogę więcej czasu poświęcić na treningi, a wiem, że muszę jeszcze popracować nad techniką.
MTBnews.pl: Jakie cele sportowe stawiasz przed sobą w najbliższych latach?
E.O.: Nie zwalniać, czyli nie przestawać się rozwijać, a przy tym dobrze się bawić. W końcu chciałabym więcej jeździć po górach, więc planuję skoncentrować się na cyklu MTB Marathon GG, czyli typowo górskich maratonach. Jestem znużona ściganiem po płaskich trasach Bike Maraton typu Wrocław, Poznań. W przyszłym roku chciałabym powtórzyć sukces na Salzkammergut-Trophy i może spróbować z mierzyć się z wyścigami etapowymi, w których do tej pory jeszcze nie brałam udziału.
MTBnews.pl: Od kilku lat jesteś związana z teamem Twomarku. Czy inne drużyny nie kuszą ciebie ciekawymi propozycjami?
E.O.: Owszem, kuszą i to bardzo, mam co roku pod koniec sezonu wiele propozycji, gdyż wiele klubów walczy w klasyfikacji drużynowej o punkty, a ja ich przywożę najczęściej komplet. Pamiętam jednak czasy, kiedy zaczynałam swoją przygodę z kolarstwem i szukałam klubu. Większość z tych kuszących mnie zespołów nie chciało mnie ze względu na wiek, chociaż już wtedy stawałam na pudle. Chciałam niewiele - koszulkę klubową i pokrycie części kosztów startowych. Pierwsze wsparcie dostałam od Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu w 2006 roku i kiedy zaprzestałam starać się o członkowstwo w jakimkolwiek klubie otrzymałam propozycję z Twomarku. Od 2007 roku Twomark wyposaża mnie w sprzęt najwyższej klasy, współpraca układa się bardzo dobrze. Dodatkowo sportowa atmosfera panująca w klubie sprawia, że teraz innym drużynom nie będzie łatwo mnie skusić.
|