MTBnews.pl

Start arrow Artykuły arrow Wywiady arrow Maja o Mistrzostwach
Maja o Mistrzostwach Email
09.09.2010.
Zawodniczka MTB Maja WłoszczowskaZaraz po powrocie naszej kadry narodowej kolarzy górskich z Mistrzostw Świata MTB, która odbyły się w kanadyjskiej miejscowości Mont-Saint-Anne, namówiliśmy Maję Włoszczowską na wywiad.

MTBnews.pl: Jakie to uczucie być Mistrzynią Świata?
M.W.: Tytuł Mistrza Świata to przede wszystkim olbrzymi zaszczyt. Przez rok startuje się w tęczowej koszulce, która, można powiedzieć, jest w kolarstwie czymś świętym. Nie dociera to jeszcze do mnie...

MTBnews.pl: Który z medali ma dla ciebie teraz większe znaczenie: Pekin czy Mont-Saint-Anne?
M.W.: Nie da się tego porównywać. Oba są genialne.

MTBnews.pl: Przed którymi zawodami wykonałaś cięższą pracę?
M.W.: Nie tylko ja, ale cały pracujący ze mną sztab ludzi - przede wszystkim najbliższe grono: Andrzej Piątek, Mariusz Rajzer, Grzegorz Dziadowiec, Hubert Grzebinoga. Jeśli chodzi o moje odczucia, to praca na pewno była podobna przed obiema imprezami, ale przyznam, że tegoroczne przygotowania dały mi znacznie bardziej w kość. Może nie fizycznie, a psychiczne.

MTBnews.pl: Na imprezach docelowych na ogół nie jedziesz od razu w czołówce, tylko sukcesywnie się przebijasz. Na MŚ był trochę inaczej, bo praktycznie od drugiego kółka już uciekałaś. Czy to była zamierzona taktyka?
M.W.: Prawdę powiedziawszy, nie było żadnej taktyki. Jedyne, o czym rozmawialiśmy z trenerem, to, że za wszelką cenę muszę jak najszybciej przebić się do przodu (startowałam z 3. rzędu) i na pierwszy zjazd, wyjątkowo tego dnia niebezpieczny z powodu deszczu, wjechać najlepiej z pierwszej pozycji. I to się udało. Nie chciałam od razu atakować, wyścig jest długi i można nie dotrwać do końca. Jednak, gdy raz z powodu potknięcia Catharine Pendrel odjechała mi Eva Lechner, później odwrotnie - z powodu potknięcia Lechner oderwała się Kanadyjka, stwierdziłam, że trzecia pozycja to przynajmniej o jedną za daleko. A na tak technicznej trasie, jaka była w Kanadzie, a tym bardziej w mokrych warunkach, najlepiej jechać na czele.

Zawodniczka MTB Maja Włoszczowska

MTBnews.pl: Przed startem w MŚ słyszeliśmy, że masz startować na fullu, tymczasem pojechałaś ostatecznie na sztywniaku.
M.W.: Na Sparku (full) na pewno zjazdy jechałabym szybciej i pewniej. Byłoby bezpieczniej. Jednak na podjazdach, mimo iż full'a miałam wyjątkowo lekkiego, zdecydowanie lepiej czułam się na sztywnej ramie Scale. A tych podjazdów w Mont Saint Anne było naprawdę dużo... Lepiej czułam się też na płaskich odcinkach, na zakrętach. Miałam jednak świadomość, że moje najgroźniejsze rywalki technicznie mogą być ode mnie lepsze. Irina Kalentieva jest, zaraz po Cecile Ravanel, najlepszą zawodniczką w peletonie jeśli chodzi o technikę, a Catherine Pendrel startuje u siebie, na trasie, na której ścigała się już mnóstwo razy. No i na fullu ryzyko poważnej wywrotki jest o niebo mniejsze... Tyle, że nie chodzi o to by było bezpiecznie i komfortowo, a aby sumarycznie na całej rundzie urwać jak najwięcej sekund. Przyznam, że dylemat miałam olbrzymi. Zmęczyłam nim nie tylko siebie, ale i całą ekipę. Ostatecznie intuicja mnie pokierowała w stronę hardtail’a, na którym zdobyłam w tym roku srebro Mistrzostw Europy i wygrałam Puchar w Val di Sole. Zdaje się, że był to dobry wybór.

MTBnews.pl: Której z rywalek obawiałaś się przed startem najbardziej?
M.W.: Kalentieva, Spitz, Pendrel, Premont. Pierwsze dwie, podobnie jak my, zrezygnowały z Pucharu Świata w Windham i szykowały się przede wszystkim na Mistrzostwa, co im dobrze wyszło, jak było widać na wyścigu drużynowym. Pendel i Premont to Kanadyjki - ścigały się u siebie, doskonale znały trasę, niósł je fenomenalny doping kibiców. Wiedziałam, że mocna jest Koerber, brałam też pod uwagę Gould i Lechner. Ale jakoś byłam spokojna, że sobie z nimi poradzę, a walkę o złoto rozegram z czterema wymienionymi wcześniej. Po cichu myślałam również o tym, że o medal powalczyć może Ania Szafraniec. No ale na imprezie Mistrzowskiej, nie wrzucałabym jej do jednego worka z rywalkami, bo w końcu jesteśmy w jednej reprezentacji :). Ania zresztą świetnie pojechała i do medalu wcale daleko nie miała. Bardzo żałuję, że obok mnie na podium nie znalazła się Catherine Pendrel.

Zawodniczka MTB Maja Włoszczowska

MTBnews.pl: Na tych mistrzostwach aż roiło się od defektów. Czy w czasie wyścigu, szczególnie prowadząc z niewielką przewagą, myślałaś, że coś może się przydarzyć?
M.W.: Hmmm... w sumie to ciekawe, ale nie. Jakoś nie dopuszczałam takiej opcji. Wiedziałam, że chłopcy przygotowali mi rower perfekcyjnie, a limit pecha wyczerpałam pod koniec ubiegłego i na początku tego sezonu. Bardziej bałam się, że mogę nie wytrzymać dystansu. Uciekałam przez większość dystansu i "ciułałam" sekundy przewagi, w związku z czym nie mogłam sobie pozwolić na minimalną chwilę rozluźnienia.

MTBnews.pl: Przed Mistrzostwami głośno mówiliście z trenerem o tym, że jedziecie po złoto. Nie bałaś się wówczas, że ewentualne srebro czy brąz zostałoby uznane za porażkę?
M.W.: Z jednej strony na pewno tak i samą mnie nieco denerwowało, że wszędzie mówi się tylko o złocie. Jestem realistką i wiem, że nawet w najlepszej dyspozycji przy obecnym poziomie kobiecego kolarstwa górskiego mogę być równie dobrze pierwsza, co ósma. Dlatego każdy krążek byłby niezwykle cenny. Z drugiej strony - chyba sama nie byłabym do końca usatysfakcjonowana, gdybym wróciła z innym medalem niż złoty, a co dopiero bez żadnego. Jakoś niezależnie od statystyk i liczby rywalek, w tym roku wyjątkowo wierzyłam, że uda się sięgnąć po tęczową koszulkę. W podświadomości nawet byłam o to spokojna. Jedyne, co mi ten spokój zakłócało, to dylemat w wyborze roweru oraz opady deszczu, które wprowadzają do wyścigu sporo loterii. Pewność siebie wróciła mi, gdy już wybrałam hardtail’a, a przed wyścigiem trener (sprawdziwszy wcześniej warunki na trasie) powiedział zdecydowanie, że absolutnie nie ma sensu ryzykować na najtrudniejszym, kamienistym zjeździe, bo nie ma szans, by na pięciu okrążeniach ani razu się tam nie wyłożyć. Co ciekawe, nie tylko ja miałam tą, zaskakującą w moim przypadku, pewność. Wierzył oczywiście trener. Mama, gdy "sms-owałam" z nią o wyborze roweru napisała mi: "no szkoda, że sztywny, ale i tak wygrasz, tyle że w gorszym stylu". Mam nadzieję, że styl i tak był niezły. Wybitne przeczucie miał też nasz sponsor - Pan Dariusz Miłek, który zdecydował się na realizację jesiennej kampanii reklamowej z moim udziałem. A zaczęła się ona 1 września...

Zawodniczka MTB Maja Włoszczowska

MTBnews.pl: Czy teraz rozpoczynasz wakacje, czy może zobaczymy Ciebie jeszcze w tym roku na jakichś zawodach?
M.W.: Teraz przede wszystkim chcę podziękować tym, za sprawą których mogę jeździć na rowerze i wygrywać. Poza najbliższą drużyną mam tu na myśli przede wszystkim kibiców oraz sponsorów - drużyny CCC Polkowice i moich prywatnych (Jelenia Góra, Mercedes Benz-Mirosław Wróbel). Wielkie zasługi też Ministerstwa Sportu oraz pracowników PZKOL i Warszawsko-Mazowieckiej Federacji Sportu, którzy mimo wielkich problemów robili co mogli abyśmy mieli zapewnione przygotowania do startu. Dlatego sporo czasu poświęcę mediom (zwłaszcza, że ruszyła nowa kampania promocyjna CCC, której jestem twarzą) oraz spotkaniom z kibicami i sponsorami. A cały czas trenuję, wystartuję jeszcze na dwóch edycjach Vacansolei GrandPrix MTB (Białystok i Szczawno Zdrój) oraz w wyścigu Roc d'Azur we Francji. Trwają kwalifikacje olimpijskie i mimo sukcesu (a może tym bardziej), jeszcze trzeba trochę popracować. Tyle, że teraz - w tęczowej koszulce - to będzie tylko i wyłącznie dla mnie przyjemność.

MTBnews.pl: A jeśli dojdzie już do upragnionego urlopu, to gdzie zamierzasz go spędzić?
M.W.: Mam już bilety do Delhi. W listopadzie ruszam z przyjaciółmi na wymarzoną podróż do Indii i Nepalu.

 
 
Garneau

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack