Wczoraj w Murowanej Goślinie zakończyła się, a w zasadzie należy to określić – powinna zakończyć się pierwsza edycja z cyklu Powerade MTB Marathon. Powinna, bo zawodnicy nie poznali wyników.
To nie pomyłka, zawodnicy dotarli na metę, ale nikt nie zna końcowych wyników, nawet organizatorzy. Po szumnie zapowiadanych zmianach organizacyjnych, wprowadzeniu nowych niezawodnych chipów, wymianie kadry zajmującej się rejestracją i wynikami, można było się spodziewać, że ubiegłoroczne zamieszania na mecie odejdą w zapomnienie. Niestety, nic bardziej mylnego. Zawodnicy dotarli na metę i dowiedzieli się... że wyników nie ma. Na samej dekoracji jedynie wyczytywano nazwiska pierwszych kilku osób, które miały wyjść po odbiór nagród. Prawdziwe dramaty pojawiły się w tym momencie, bo oczywiści kolejność nie zawsze się zgadzała. Zawodnicy, jedni z uśmiechem inni ze zdenerwowaniem, znając dobrą kolejność sami zamieniali się miejscami wymieniając się jednocześnie nagrodami. Szczęśliwi ci, którym się udało to jakoś załatwić, bo byli też tacy, którzy byli w czołówce, a na dekoracje ich nie wyczytano. Tak więc pozostaje czekać na „oficjalne” wyniki, które ponoć za jakiś czas ponoć pojawią się w Internecie. Szkoda, bo w założeniach każdy miał dostać swój wynik sms’em natychmiast po minięciu mety. Na pytanie czemu tak się nie stało, miła pani w biurze zawodów z uśmiechem stwierdziła – to musiał być chyba jakiś prima aprilisowy żart.
Innymi słowy bałagan na całego, ale czy do końca należy obwiniać wyłącznie organizatora? Sam zamysł rozdzielenia giga i mega już na starcie, a w zasadzie w przypadku tej imprezy - przy zgłoszeniach, był dobry, tylko wykonanie fatalne. Organizator nie przewidział, że część zawodników nie będzie umiała prawidłowo zgłosić się do zawodów, a inni z różnych powodów nie pojadą na deklarowany przez siebie dystans. To drobne niedociągnięcie spowodowało, że spora grupa zawodników jechała przez pół Polski na maraton, tylko po to, by po wyczerpującym wysiłku, jeszcze się tylko zdenerwować.
Kolejnym problemem było całkowicie mylne oznaczenie zjazdu na metę po zakończeniu pętli. Wielu zawodników pojechało po prostu w złym kierunku, tracąc przy tym czas i oczywiście miejsca.
Miejmy nadzieję, że do Karpacza emocje poszkodowanych zawodników opadną i wszyscy ruszą do walki na swoich dystansach. W Murowanej Goślinie dystans giga wygrał Andrzej Kaiser, a mega Bartosz Janowski (obaj DHL-Author). Pozostałe wyniki pojawić się mają na stronie organizatora, ale kiedy, tego na razie nikt nie wie.
Komentarz:
Niektórzy organizatorzy zapominają chyba, że organizują zawody sportowe, a nie po prostu przejażdżki czy rajdy rowerowe. W opinii większości, którzy przyjeżdżają się ścigać, najważniejsze na maratonach od strony organizacyjnej są 3 sprawy: punktualny start, dobrze oznaczona i kontrolowana trasa i właśnie wyniki! Nieważne jakie są przyczyny i tłumaczenia organizatora. Zawodnik który wpłacił wpisowe i prawidłowo przejechał trasę ma święte prawo znać swój wynik. I to nie po tygodniu w Internecie!
W dobie dużej konkurencji, ten kto tego nie będzie chciał lub potrafił tego zrozumieć, będzie zapewne widywał na swoich imprezach coraz mniej uczestników.
|