MTBnews.pl

Start arrow Artykuły arrow Wywiady arrow Nie było czasu na widoki
Nie było czasu na widoki Email
30.04.2008.

fot. SportzpicsPowracamy do emocjonujących wydarzeń na tegorocznym Absa Cape Epic i do nieprzeciętnych widoków Republiki Południowej Afryki. O wyścigu opowiada Jarosław Wsół – uczestnik tej imprezy.

MTBnews.pl: Czy Pana zdaniem Cape Epic z racji poziomu organizacyjnego i sportowego uczestników można określić mistrzostwami świata wyścigów etapowych?
J.W.: Tak, pod względem organizacyjnym i sportowym na pewno. Z etapu na etap przewożone jest całe miasteczko (namioty noclegowe, kabiny prysznicowe, stołówka...), a z chwilą przyjazdu pierwszego zawodnika wszystko już funkcjonuje. W imprezie startuje światowa czołówka zawodników MTB, a wyścig punktowany jest podwójnie do chalangeu UCI, co świadczy o skali jego trudności.

MTBnews.pl: Jak Cape Epic ma się do etapówek w Europie np. TransAlpu, na czym polega różnica w organizacji i trudności tras.
J.W.: Obie imprezy zorganizowane są na bardzo wysokim poziomie. Różnica polega na tym, że na TransAlp nie ma przewożenia kolarskiego miasteczka, a zawodnicy, którzy korzystają z oferty organizatora śpią najczęściej na salach gimnastycznych. Ci, którzy się na tę opcje nie decydują mają szereg innych możliwości, np. wcześniejszą rezerwację hoteli.

MTBnews.pl: Czy na tych zawodach mieliście jakiś suport - osobę, która przygotowywała posiłki, robiła pranie, czyściła rowery i szykowała je do następnych etapów?
J.W.: Jak większość zawodników nie mięliśmy takiej osoby, ponieważ organizator zapewniał jedynie posiłki (smaczne, różnorodne i w dowolnej ilości) i mycie rowerów po każdym etapie. Sami natomiast praliśmy swoje rzeczy i przygotowywaliśmy rower do jazdy.

MTBnews.pl: Jak to wyglądało u Waszych konkurentów, czy też grup zawodowych, które tam startowały?
J.W.: Grupy zawodowe, jak na nie przystało, miały zapewniony swój własny serwis i odnowę biologiczną.

MTBnews.pl: 130 km dziennie przez 8 dni, jakie to uczucie?
J.W.: Niestety, przejechaliśmy nie 8, a 4 etapy. Choć na każdym z nich było bardzo ciężko, dlatego czujemy wielki niedosyt.

MTBnews.pl: Pierwsze etapy pokazały, że możecie należeć do czołówki swojej kategorii wiekowej. Ile brakowało wam wówczas do podium?
J.W.:14 miejsce na prologu napawało nas optymizmem, bo do pierwszej 3 nie mięliśmy dużej straty. Kolejny etap był dla mnie pechowy. Jadąc w czołówce złapałem gumę, po czym dużą część dystansu musieliśmy jechać tylko we dwóch. Ale to, co spotkało mnie na 2 etapie przerosło moje wyobrażenie o pechu. Złapałem 6 gum. Na pewno związane było to z nieodpowiednim ogumieniem (opona z dętką) do terenu, przez który jechaliśmy. Bez systemu bezdętkowego z klejem w środku nie powinno się na ten wyścig wyruszać.

MTBnews.pl: Przyczyną wycofania się z rywalizacji była choroba Pańskiego partnera. Czy podjęcie takiej decyzji było dla Was trudne?
J.W.: Była to bardzo trudna decyzja, ale zdrowie ponad wszystko.

MTBnews.pl: Na zdjęciach z imprezy widać nieprzeciętne krajobrazy. Czy podczas wyścigu była okazja, aby zobaczyć trochę tego pięknego kraju?

J.W.: Z pewnością tak, ale podczas rywalizacji uwaga skupiona jest głównie na jeździe i w pełni nie można podziwiać krajobrazów.

MTBnews.pl: Czy za rok zamierza Pan powrócić do RPA i powalczyć w kolejnej edycji Cape Epic?
J.W.: Za rok nie, ale kto wie w przyszłości, bo wielki niedosyt pozostał, choć wyścig jest cholernie trudny. Szczególnie dokuczają upały, rodzaj podłoża, bardzo długie jeden po drugim etapy i ukształtowanie terenu - bez wielkich gór, jak na TransAlp, ale za to bez terenów płaskich.
 
MTBnews.pl: Zatem będziemy trzymali kciuki za udany powrót do RPA.

Zdjęcia: SPORTZPICS

 
 
Garneau
Alpina
Onestar - DMT

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack