|
Jesteśmy po dwóch imprezach Pucharu Świata, które wstępnie pokazały, jakie zawodniczki powinny dominować w tej pierwszej części sezonu. O swoje spostrzeżenia zapytaliśmy Maję Włoszczowską.
MTBnews.pl: Jak przebiegało zgrupowanie w Sierra Nevada, czy założenia treningowe zostały zrealizowane?
M.W.: Zgrupowanie uważam za bardzo udane. Wykonaliśmy naprawdę sporą pracę wytrzymałościowo-siłową. Program wykonaliśmy prawie w 100%. Trening na wysokości jest bardzo specyficzny. Trzeba podchodzić do niego ostrożnie, gdyż bardzo łatwo o przetrenowanie. Dlatego oczywiście zdarzyło się, że ktoś odpuścił jeden czy dwa treningi, ale to były sporadyczne przypadki. Sporo trenowaliśmy na trasie Mistrzostw Świata MTB z 2000 roku, z czego jestem bardzo zadowolona, gdyż oprócz siły i wytrzymałości poćwiczyliśmy nad techniką. Mam nadzieję, że to wszystko przyniesie pozytywny efekt w trakcie całego sezonu.
MTBnews.pl: Czy możesz powiedzieć, że czujesz się mocniejsza niż o tej samej porze przed rokiem?
M.W.: Trudno porównać. Najlepiej czułam się o tej porze chyba dwa lata temu. Jednak to o niczym nie świadczy. Wolę być słabsza teraz, a silniejsza w sierpniu. Generalnie uważam, że jest całkiem nieźle. Mam swój stały, równy, całkiem wysoki poziom, który jest dobrym punktem wyjściowym do budowania olimpijskiej formy.
MTBnews.pl: Czy przed pierwszymi zawodami Pucharu Świata miałaś jakiś sprawdzian kontrolny, aby przekonać się w jakiej jesteś dyspozycji?
M.W.: Dobrym wyznacznikiem był wyścig etapowy w Zamościu, a konkretniej jazda indywidualna na czas, która zdecydowanie nie jest moją silną stroną. Na czas potrafię jeździć tylko gdy jestem w naprawdę dobrej dyspozycji. W Zamościu byłam trzecia z niewielką stratą do dwóch Rosjanek, które na czas jeżdżą świetnie. To mnie bardzo podbudowało.
MTBnews.pl: Czy w okresie przedolimpijskim śledzisz wyniki swoich rywalek na różnych arenach MTB?
M.W.: Oczywiście, że tak. Bardzo pomocny jest w tym Wasz portal MTBnews.pl. Dzięki temu, że znam wyniki różnych wyścigów, wiem czego można się spodziewać po różnych zawodniczkach na imprezach Pucharu Świata, imprezach mistrzowskich i zwłaszcza na Igrzyskach. Choć nie można tu wyciągać pochopnych wniosków. Każdy przygotowuje się do sezonu inaczej. Jedne wyścigi traktuje się jak sprawdzian, inne tylko jako trening. Nigdy nie wiadomo w jakim momencie przygotowań są nasze rywalki. Jedno jest pewne - w Pekinie wszyscy będą w najwyższej możliwej formie.
MTBnews.pl: Ubiegły sezon obfitował w pechowe zdarzenia, ten rozpoczął się podobnie. Czy nie ruszasz teraz na wyścig z pewnym obciążeniem psychicznym, że być może znów dopadnie Ciebie pech?
M.W.: Mogę mieć pecha przez cały sezon, byle szczęście przyszło w Pekinie. To jest sport, wszystko się może zdarzyć i trzeba być na to przygotowanym. Jednak zeszłoroczne niefarty w dużej mierze wynikały z moich błędów. Sporo się przez nie nauczyłam i w tej chwili już inaczej podchodzę do wyścigów - spokojniej. Dlatego na przykład zerwany łańcuch w Houffalize to czysty przypadek, nie było w tym mojej winy, więc nie mam powodu by się stresować i obawiać, że na kolejnym wyścigu będzie tak samo.
MTBnews.pl: Na swojej stronie wspominałaś, że mocno pracujesz nad psychiką. Czy obecnie czujesz, że ten prześladujący ciebie pech tylko buduje poczucie siły i odporności psychicznej?
M.W.: Przede wszystkim nie uważam, żeby prześladował mnie pech. Jak mówiłam, zeszłoroczne wypadki to efekt moich błędów, a w tym roku pecha miałam tylko raz, w Houffalize. Zdarza się... Ale nad psychiką faktycznie staram się pracować, w związku z czym nie uważam Pucharu Świata w Belgii za straconego. Był to dla mnie też dobry trening - właśnie głowy. Uważam, że siła psychiczna będzie w Pekinie bardzo ważna i chciałabym dojść do takiego poziomu jak np. Gunn Rita w Atenach. Miała problemy ze sprzętem i tylko i wyłącznie dzięki własnemu opanowaniu obroniła złoty medal. To naprawdę mistrzostwo.
MTBnews.pl: Jak się czujesz po Offenburgu, gdzie zajęłaś dobre 12 miejsce? Czy zyskałaś poczucie bezpieczeństwa że do czołówki brakuje Ci już niewiele?
M.W.: Uważam, że był to bardzo dobry wyścig w moim wykonaniu. Startowałam daleko, trasa była trudna do wyprzedzania. Do tego zaczęłam bardzo kiepsko, ale bez nerwów, spokojnie jechałam własnym tempem, dzięki czemu sił wystarczyło mi do samego końca. Jasne, że chciałabym skończyć w pierwszej piątce, ale niestety w tej chwili poziom kobiecego MTB jest tak wysoki, że aby skończyć w ścisłej czołówce wszystko musi idealnie zagrać. W Offengurgu jeszcze nie wszystko zagrało, stąd "dopiero" 12 miejsce. Dlatego wiem, że jak wszystko pójdzie dobrze to będę walczyć z najlepszymi.
MTBnews.pl: Czy Maja Włoszczowska jest w stanie uspokoić swoich kibiców, że wszystko jest pod kontrolą i przygotowania do Pekinu idą zgodnie z planem?
M.W.: A są jacyś niespokojni kibice? Zdobyć medal w Pekinie, czy nawet ukończyć wyścig w pierwszej szóstce będzie niesamowicie ciężko. Na pewno trudniej niż w Atenach. Zdaję sobie z tego sprawę i dlatego niczego nie jestem w stanie obiecać. Oczywiste, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli i czasem plany trzeba zmieniać. Najważniejsze to słuchać własnego organizmu, a nie tylko i wyłącznie sztywno trzymać się programu. Z całą pewnością wszystko jest pod kontrolą, ja przynajmniej jestem spokojna.
MTBnews.pl: Dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki, aby przygotowania nadal przebiegały idealnie.
Fot.:
|