Marcin Piecuch odniósł życiowy sukces stając na podium klasyfikacji generalnej Syncros MarathonMan Series 2011. Poprosiliśmy go o krótkie podsumowanie swoich startów i zapytaliśmy o dalsze plany.
MTBnews.pl: Zająłeś drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Syncros MarathonMan Series 2011, jesteś z tego wyniku zadowolony?
M.P.: Oczywiście, bardzo się cieszę. Wybierając ten Europejski cykl maratonów, nie sądziłem, że uda mi się go ukończyć na podium, a co dopiero zwyciężyć w swojej kategorii. Ale nie tylko to było ważne. Zadowolony jestem, że wybrałem ten cykl, jako swój główny cel na sezon. Kultowe maratony dostarczyły mi niesamowitych wrażeń, oderwałem się od wyścigów w Polsce, a każdy z wyjazdów był świetną przygodą.
MTBnews.pl: Ile zabrakło ci do pierwszego miejsca?
M.P.: Stefan Danowski (GER) był poza zasięgiem. Najwięcej wklepał mi na Salzkammergut, przyjeżdżając 2 minuty za zwycięzcą, do którego ja, zajmując 9 miejsce open, straciłem 47 minut. Generalnie byłem najmłodszy w stawce, a on jest aż piętnaście lat starszy ode mnie. Wierzę, że moje zdolności wytrzymałościowe pójdą jeszcze w górę, bo zdobywa się je właśnie z wiekiem. Na pewno jest to klucz do sukcesu, bo prawie wszystkie zawody trwały około 5 godzin. Za każdym razem starałem się wszystko dopracować, by pojechać jak najlepiej.
MTBnews.pl: Który z tych maratonów był dla ciebie najcięższy?
M.P.: Każdy maraton miał swoją specyfikę i wyróżniał się od pozostałych. Willingen było długie (123 km), a startując tydzień po etapówce TransGermany mogłem nie być w pełni zregenerowany. W Czechach czekała bardzo trudna technicznie trasa, dodatkowo mokra i błotnista, jedna z trudniejszych tras, jakie dotąd jechałem. W przyszłym roku odbędą się tam ME. Podobne warunki były na finałowej edycji w Seiffen. Jednak oczywiście to Salzkammergut zmusił mnie do największego wysiłku, który można mierzyć 18 wypitymi podczas jazdy bidonami. 211 kilometrów i ponad 7 000 metrów w pionie, start o 5.00 rano, 11 godzin i 13 minut jazdy. Dałem z siebie wszystko, także pod względem przygotowań logistycznych, dzięki czemu udało mi się znaleźć w pierwszej dziesiątce open i na trzecim miejscu w kategorii wśród 600 zawodników na tym dystansie. Z tego wyścigu jestem też najbardziej zadowolony, start na najdłuższej trasie tego maratonu był zresztą moim marzeniem od 2005 r., kiedy po raz pierwszy wystartowałem w Salzkammergut.
MTBnews.pl: Czy w przyszłym roku będziesz chciał ten cykl powtórzyć, czy raczej obierzesz sobie jakiś inny cel?
M.P.: Chciałbym dalej podnosić swój poziom i realizować nowe wyzwania i marzenia. Pewnie wybiorę się przynajmniej na część edycji, a może wrócę również na inne znane mi alpejskie trasy. Chcę ścigać się z kolarzami z całej Europy, dlatego może czas na oficjalny Puchar Europy w Maratonie. Jednak jak będzie naprawdę, to się dopiero okaże. Dużo zależy od sponsorów, którym przy tej okazji bardzo chcę podziękować za wsparcie w tym sezonie. Decydujące może być również to, co zdecyduję się robić po zakończeniu studiów. Przy okazji zapraszam wszystkich na moją stronę , gdzie zamieściłem zdjęcia z zawodów i szczegółowe relacje.
Sponsorzy: SZiK - części samochodowe, Martombike, Radio Eska, Miasto Rzeszów, Resgraph, Greinplast, KU AZS PRz, 7Anna,Formicki-bike, CoolGym, CSTR, TPM.
Zdjęcia od www.sportograf.com
|