|
Zapewne Twoim zawodem nie jest kolarstwo, a realizowanie pasji wchodzi w grę jedynie na drugim, jak nie trzecim „etacie”, zatem… Przedstawiamy kilka ciekawych porad Pawła Urbańczyka.
Pogódź się z tym - jesteś AMATOREM. Traktuj swój organizm jak „osobny byt” - partnera, któremu w procesie treningowym należy się szacunek. Na treningu nie traktuj go jak bezmyślny kat – jeśli UPEWNISZ SIĘ, że danego dnia nie jesteś zregenerowany jak zakładałeś i zmęczenie nie pozwala przeprowadzić treningu na założonym poziomie, zredukuj założone obciążenie treningowe bądź rozważ przejażdżkę regeneracyjną.
Nie oszukuj organizmu: pięcioma godzinami snu, piątą kawą, przypadkowym junk foodem, ciągle przestawianym zegarem biologicznym. Im bardziej pomożesz swojemu organizmowi w radzeniu sobie ze zmęczeniem będącym efektem treningu, tym więcej pożytku będzie miał z Ciebie Twój pracodawca, rodzina… no i Ty sam będziesz mógł stosować częściej nowe bodźce treningowe. Po ciężkim treningu dołóż sobie w nocy jedną godzinę snu extra więcej. Jeśli mało sypiasz, pomyśl o „buforze” - podaruj sobie przynajmniej raz w tygodniu jeden dzień, kiedy naprawdę się wyśpisz. Pamiętaj, że „jesteś tym, co jesz”. Zainteresowanie się dietą i suplementacją, to naprawdę dobra inwestycja, gdyż ma wpływ na przyśpieszenie procesów regeneracyjnych. A dobre funkcjonowanie leży przecież w Twoim interesie, nieprawdaż?
Pamiętaj, że zarówno cały reżim treningowy jak i właściwy trening, to również forma stresu. Adaptacja do niego zachodzi zarówno na płaszczyźnie psychicznej jak i fizycznej. To znaczy, że z biegiem czasu będziesz w stanie dopuścić do świadomości większe obciążenia treningowe, a podczas treningu, Twój organizm nauczy się do nich sprawniej adaptować. W momencie, gdy psychicznie przygniata Ciebie „suma wszystkich innych stresów”, z którymi masz do czynienia w pracy, w szkole, czy na studiach - intensywny trening zamień na kilka dni w spontaniczną rekreację rowerową. Nie powiększaj „sumy” o kolejny czynnik, chyba, że chcesz, aby resztki testosteronu do cna pochłonął hormon stresu - kortyzol.
Jeśli brak Ci doświadczenia, trening załamujący („Biblia treningu kolarza górskiego”) pozostaw raczej zawodowcom. Jednak nie „rozmieniaj treningu na drobne” - wyraźnie wyizoluj dni, podczas których realizujesz konkretne zadania treningowe od dni, kiedy regenerujesz się i bez żadnej presji kręcisz „z nogi na nogę”, tym samym dając sobie luz psychiczny od reżimu treningowego. Te luźniejsze dni to idealny moment, żeby zmienić utarte szlaki, na nowe ścieżki. Podczas luźnego przejazdu można przypadkiem znaleźć lepszy podjazd, nowy techniczny zjazd, przeprojektować bieżący plan treningowy na bardziej efektywny, bądź włączyć do dotychczasowego planu nowe urozmaicenia.
Miej na uwadze, że „ZAWSZE można coś poprawić” (byle nie dzień przed docelowymi zawodami w sezonie!). W czasie sezonu startowego wyłapuj i analizuj podczas kolejnych startów ograniczniki powodujące, że przeciwnicy na zawodach znikają Ci z oczu. Weekendy, w których się nie ścigasz, przeznacz na wprowadzenie treningów mających poprawić niedociągnięcia.
Nie zapominaj o tym, że rozczarowania może przynosić praca zawodowa, gra polskiej reprezentacji, pytania na egzaminie na studiach, ale nie Twoje hobby, czy pasja. To ma być odskocznia, zatem… ciesz się każdym treningiem, gorszymi, bądź lepszymi zawodami, słońcem, czy gdy zleje Cię czasami deszcz, słowem - wszystkim, co sprawia, że na drugim bądź trzecim etacie wybierasz znów rower.
Paweł Urbańczyk – Twomark Cannondale
www.pawelurbanczyk.ticom.pl
|