|
Już pisaliśmy o nowych okularach Giro. Teraz napiszemy o nich ponownie, ale mając już za sobą osobisty kontakt z nimi. Mniej będzie żargonu marketingowego, za to więcej faktów.
Giro nie miało łatwego zadania wchodząc za konkurencyjny rynek wysokiej klasy okularów sportowych, na którym królują firmy takie jak Rudy Project i, szczególnie, Oakley. Z wyglądu wydaje się, że Havik ma być odpowiednikiem modelu Radar Oakleya. Havik to okulary o sporej powierzchni z pojedynczą, wymienną szybą. Giro zapewnia o doskonałej jakości szyb, które są idealne od strony optycznej, nie wprowadzają żadnych zniekształceń obrazu, co nie jest łatwe do uzyskania w poliwęglanowych szybach, które są mocno wygięte. Szyby okularów są nawet certyfikowane przez znaną optyczną firmę Carl Zeiss, ale co to dokładnie oznacza – nie wiadomo. Wiadomo jedno, większość osób którym dawaliśmy te okulary, po ich nałożeniu wypowiadało „o kurde!”, lub coś podobnego z większą emfazą. I nie można tutaj mówić o „efekcie placebo”, bo dla wielu z tych osób słowa takie jak Giro, czy Alberto Contador (który od niedawna używa Havików w różowych(!) oprawkach) kompletnie nic nie mówią. Ba, nawet nie wiedzieli czy nie przymierzają okularów za 19,90 z plażowego stojaka! Nie jesteśmy ani optykami ani okulistami tylko skromnymi „rowerzystami”, więc nie jesteśmy w stanie tego wytłumaczyć, ale w Havikach widać lepiej, ostrzej i wyraźniej niż bez nich, mimo, że te okulary nie są wyposażone w soczewki korygujące, a nikt z nas nie ma żadnej wady wzroku.
Nasz egzemplarz testowy wyposażony był w szybę koloru szarego zatrzymującego ponad 80% światła widzialnego (i naturalnie 100% szkodliwego promieniowania UV). Teoretycznie to bardzo dużo, ale w praktyce szyba nie jest szczególnie ciemna. Problemy z widzeniem występują dopiero w dość gęstym lesie w pochmurny dzień. W każdych innych warunkach nie ma najmniejszego problemu z ilością światła docierającego do oczu.
 Mocne wygięcie okularów zapewnia dobre przyleganie do twarzy
Producent twierdzi, że szyba pokryta jest odpychającą wodę powłoką, po której krople wody powinny spływać jak po przysłowiowej kaczce. Po włożeniu Havików pod kran, rzeczywiście widać że woda spływa po nich prawie idealnie. Ale jako, że nie są to okulary do pływania tylko do jazdy na rowerze, to zrobiliśmy kolejny teścik. Spryskaliśmy szyby mgiełką wodną ze zraszacza do kwiatów. W tym wypadku drobne kropelki mgiełki po prostu zostały na szybie. Trochę nas to zdziwiło, ale identycznie woda zachowywała się na innych okularach rowerowych które mieliśmy pod ręką. Nie wiemy do końca jak ten fakt zinterpretować w inny sposób, niż to, że jak pada deszcz to i tak jest raczej zbyt ciemno na ich użycie :-).
 Haviki da sie rozłożyć na części.
Okulary, szczególnie tej klasy, nie powinny oczywiście zaparowywać. Nie, żeby Haviki w ogóle nie zaparowywały, ale na przykład w czasie długiego, ciężkiego maratonu w Głuszycy ten problem nie wystąpił ani razu, nawet na najwolniejszych podjazdach czy wręcz podejściach. Natomiast jeśli się celowo chuchnie na wewnętrzne powierzchnie szyby, to widać że na kilka sekund parują. W czasie jazdy nie ma jednak takiego problemu. Konstrukcja ramki jest z reszta taka, że ma ona na każdej stronie po 2 otwory wentylacyjne plus ażurowy, wentylowany nosek.
 Ażurowy, wentylowany nosek
Jeśli chodzi o dopasowanie do twarzy, to wiadomo – z okularami jest podobnie jak z butami, najlepiej przymierzyć przed zakupem.  Przydałoby sie prawdziwe etui Ogólnie mówiąc Giro Havik trzymają się na twarzy bardzo pewnie, na tyle, że po kilkunastu sekundach po prostu zapominamy całkowicie o ich obecności. Pomaga w tym także niska masa (29 gramów – dokładnie tyle ważą też Radary). Żadne zjazdy, po żadnych kamieniach nie były w stanie ich poruszyć na twarzy. Podejrzewamy, że nawet skok z drugiego piętra na beton z lądowaniem na piety nie byłby w stanie zrzucić tych okularów z twarzy. Ceną za to jest jednak odczuwalny, choć dopiero po pewnym czasie, nacisk na skronie końcówek zauszników, ale było to odczuwalne tylko przez osoby o szerszej twarzy i większym obwodzie głowy. Dla osób z mniejszymi głowami, którzy często mają kłopot z dopasowaniem sobie okularów, Haviki pasowały prawie idealnie.
Także kombinacja kask plus okulary nie stanowiły problemu (a próbowaliśmy w wieloma różnymi kaskami). Zauszniki są tak skonstruowane, że nie kolidują z żadnymi paskami kasku. Testowany model ma wymienną szybę, ale po pierwsze, z okularami nie dostajemy żadnej instrukcji, w jaki sposób oddzielić szybę od oprawki, po drugie – w komplecie nie ma żadnych dodatkowych szyb. Co prawda jest (teoretyczna) możliwość ich dokupienia, ale nie są łatwo dostępne i nie podejrzewamy, żeby były tanie. A szkoda, bo całkiem przezroczyste szyby często się przydają. Jednak w okularach z bardzo wysokiej półki, a takimi bez wątpienia są Haviki, nie często znajdujemy w komplecie wymienne szyby, jako, że ich jakość i związana z tym cena podwyższyły by znacznie cenę całości.
 Otwory wentylacyjne na bokach oprawek
Podsumowując, trzeba powiedzieć że Havik, choć to pierwsze okulary Giro (razem z kilkoma innymi modelami) to od razu udane. W tej cenie życzylibyśmy sobie otrzymać szlachetne twarde etui, a nie tylko kartonowe pudełko i miękki woreczek. Dodałoby to produktowi nuty ekskluzywnści, a i tak każdy kupujący takie okulary zapewne zechce je zabiezpieczyć na czas transportu. A propos ceny – testowane przez nas Giro Havik z szarą szybą kosztują 5 stów bez złotówki, a kilka innych wersji jest o 100 złotych droższe. To tyle ile kosztowałby wielki karton okularów „made in Italy” ze stojaka ulicznego, ale ciągle o wiele mniej niż porównywalne jakościowo i funkcjonalnie modele z dużym „O” na oprawkach.
Więcej informacji: Bikeman
|