|
Wielu z nas mówi, że po prostu uprawia kolarstwo górskie. Ale czy osoba niewtajemniczona może odróżnić chłopaków na rowerach skaczących po murkach od zawodników pędzących leśną drogą?
Sprawa jest bowiem skomplikowana. XC i DH to jak ogień i woda. Jak PO i PiS. Jak Doda i Mandaryna…Choć wrzucane do jednego kotła zwanego MTB, to różnią się od siebie znacząco. Dzieli je zarówno sprzęt, na jakim się je uprawia, a nawet ludzie i ich charaktery. Przecież w końcu zjazd, hopy to czysty „hardcore” dla „prawdziwych twardzieli”, a długie podjazdy, tylko dla zdyscyplinowanych maniaków metod treningowych. Wiadomo, każdy chwali swoje, a z reszty często się szydzi. To co dla jednego wydaje się komiczne w danej dyscyplinie, dla drugiego jest czymś co po prostu trzeba traktować poważnie. I tylko będąc ”w sojuszu” z obiema stronami, możesz cokolwiek powiedzieć na drugich. Ty śmiejąc się z chłopaka tłukącego się na swój ulubiony tor, na niskim siodełku, w pełnej zbroi i „full fejsie”, w palącym słońcu, nie wiesz, że jednocześnie on nabija się z Twoich ogolonych nóg.
Kiedyś było lepiej. Różnice między ogólno pojętym XC, a DH były łatwiej zauważalne, a pole do żartów znacząco większe. Jeszcze kilka lat temu, gdy nie było takich „pro riderów” jak teraz, w ekstremalnej odmianie MTB królował Freeride. A tutaj dla typowego zjadacza kilometrów, uwag i docinek była cała masa. Przykład? Opony im większe, tym lepsze. Niektóre z nich to się już w ramy nie mieściły, bo jak upchnąć „Gazze 3.0”(!) w ramę, w której nie wymyślono jeszcze osi 150mm? Waga oczywiście odpowiednia.: 1,5 kg na oponę i 500g na dętkę. Amortyzator? SuperMonster i 300mm skoku. Dla ubogich - „Amor z MZ-ki”. Wszystko oczywiście swoje ważyło. Bo w przekonaniu ciężkie = wytrzymałe. No i tym sposobem wytrzymałość oznaczała 30 kilogramowy rower, czyli jeździć sprawnie raczej się nie dało... Freeride to zjazd, muchy na zębach no i częste odpoczynki. W końcu podróż z takim potworem męczyła. A jak odpoczynek to piwko. W sumie to nawet człowiek jakiś taki bardziej odprężony się zbierał przed kolejnym skokiem, a okazji do pogadania, pośmiania się było więcej. A jak pośmiać się to na przykład z „goli nogi”. Ogolone męskie nogi wywołują przecież salwy śmiechu. Prawdziwy facet to gość z nogami tak owłosionymi, że włosy wkręcają się w łańcuch i wystają z ochraniaczy. A te śmieszne amortyzatorki lub ich brak? To jest przecież powód, dla którego to nie powinno się nazywać MTB. Dyscyplina i jeszcze raz dyscyplina. Jak w ogóle można podchodzić do sportu w taki sposób? Zjazdowiec nie rozumie, że nie można jeść wszystkiego i nawet jeśli się nie chce, to na trening wyjść wypada. Niby to samo kolarstwo górskie, a tyle sprzeczności.
Tak więc utwierdziło się, że XC jest dla „kochających lycre”, co sprowadzają z każdej górki i pucują rowerki na błysk, podjeżdżają gdzie się tylko da i wypruwają sobie flaki by być najszybszym w okręgu. DH jest dla twardzieli z długimi listami urazów i kontuzji, którzy żadnego zjazdu się nie boją, ale podjazdy robią tylko na krzesełkach wyciągu. Maratończyk w końcu dalej myśli, że ekstrema jest raczej dla leniwych pozerów. Pod górę wyciągiem, a w dół działa grawitacja. Newton miał rację! Nie bierze już jednak pod uwagę, że mimo wszystko trasa wymaga piekielnej wytrzymałości w łapach i nogach. Trasa robi wszystko byś odpuścił. Tak więc treningi są jednak i tutaj potrzebne. Co prawda we wszystkim jest ziarno prawdy. Wielu zjazdowców traktuje to raczej jako styl bycia i okazję do szpanu przed dziewczynami, natomiast gdy przychodzi co do czego, to nagle odzywa się stara kontuzja i lepiej popatrzeć jak inni skaczą.
XC nie jest jednak takie święte. Niezliczone przejażdżki deptakami z defiladową prędkością, pokaz mody rowerowej i burza zapachów po olejkach rozgrzewających, nie poprawiają raczej wydolności i wytrzymałości… Są jednak pewne zmiany. Różnice trochę jakby maleją. Nastawienie się zmienia. Zjazdówki zaczęły „topnieć” w oczach, a rowery XC wydają się być coraz masywniejsze. Doszło już do tego, że na zawodach DH zobaczysz zjazdówkę 16kg na oponach do XC, z powietrznymi amorami, której dosiada profesjonalista. Przed startem rozgrzewka, zachowana dieta, ogolone nogi… Halo! Gdy zobaczyłem start Pucharu Świata w 4X, a tam rasowe części do XC, doznałem szoku! 15 metrowe hopy, metrowe dropy, a to na ramie do XC; na Skarbie, Fox-ie F80 lub Rebie. Miazga!
Maratończyk dostrzega natomiast zalety giętej kierownicy i goleni 32 mm. Powiększony przekrój rur zwiększy sztywność i pozwoli zaoszczędzić parę „watów”. Trasy też nabierają pikanterii. Zdarza się, że trasa XC lub maratonu ma takie zjazdy, że długością lub stopniem trudności dorównują tym z DH. I nie ma żartów. 300 metrów w dół po luźno leżących kamieniach z solidną stromizną nie jest już zarezerwowane tylko dla zjazdowców. Wszystko się zatem zmienia. Może kiedyś dojdzie do tego że w DH też zaczną podjeżdżać, a w XC ciężko będzie znaleźć hardtail’a? Na szczęście póki co, jest z czego się pośmiać, a rodzinie trzeba tłumaczyć różnice w odmiennych dyscyplinach kolarstwa górskiego.
|