|
Mamy kolejną pracę, którą nadesłano na nasz konkurs „MTB reportaż”. Tym razem Pan Wojciech Pusz opisał jak to zdobywał Śnieżkę na rowerze. Uwaga – relacja napisana jest wierszem sylabotonicznym!
Pani Śnieżka – czyli jak to z jej zdobyciem było…
Uphill Śnieżka Race - 03.08.2008 r.
Śnieżko – Ty jesteś jak zdrowie,
Ile Cię trzeba zdobywać,
Ten tylko się dowie,
nie ma co ukrywać,
Kto wjedzie nań dwoma kółkami.
Jam był jednym z nielicznych,
Który jechał szczytami,
Pełnych traw prześlicznych,
Najpierw lasem ciemnym,
W mgłach drzew opatulonych,
Traktem kamiennym,
Przy kosówkach w strachu skulonych.
Ptaszki ćwierkały fruwając,
A wraz z nimi dzielnymi,
Słychać przerzutki, które łkając,
Wyżej i wyżej obrotami wolnymi,
Ciągnęły machiny, a wraz nimi wybranym,
Którzy rzuciwszy wezwanie,
W mieście Karpacz zwanym,
Zaczęli ten wjazd gdy chorałów wzywanie,
Do świątyń ściągał lud prosty.
Wtedy ze śmiechem na twarzy,
Paląc za sobą nizinne mosty,
Każdy o Śnieżce już marzy.
Tak ubyło pacierzy ze kilkanaście,
Po drodze wielu poległo, machiny się ostały,
Jam wciąż jechał, na nogach działały maście,
Tajemne com dostał od wiedźmy Orgały.
Grzały niczym ognie piekielne,
Krew się, aż w żyłach burzyła,
Nogi kręciły wciąż dzielnie,
A skała spod kół się kurzyła.
Czasem mijałem pielgrzymów strudzonych,
Co szli na Śnieżkę z prośbą w głowie,
Widać było z ich twarzy znudzonych,
Że wcześniej mijali ich inni śmiałkowie.
„Ha – lecz nie będę ostatni !!!”,
Ruszyłem mocno z kopyta,
Support poczuł się jak w matni,
Lecz już nie będzie płacił myta,
Bo nogi same rytm podawały,
Jak wioślarzy silne ramiona,
Espedy dzielnie wtórowały,
A Śnieżka coraz mniej przez głazy broniona,
Zbliżała się wciąż ku mojemu wzrokowi.
I wkrótce ostatni podjazd został,
Mój bajk dorównał już sokołowi,
Który każdej górze by sprostał.
Poniosło nas razem w przestworza błękitne,
Nie czułem już ni bólu, ni potu,
Widziałem wciąż bliżej bramy Śnieżki widne.
Za to jej strażnicy pełni byli kłopotu,
Że ulegli nawale bajkerów,
Że nie obronili świętej góry.
Ale już słyszałem jakby odgłos szmerów,
To głos dopingu rozpiął jakby sznury.
I wnet poczułem przypływ nowej siły,
Widziałem już szczytowe skały,
Śnieżka krzyczała – „Chodź tu, Ty mój miły”,
I już minąłem bram wały.
„Jestem, zdobyłem!!!” – wniebogłosy krzyczałem,
Szczęśliwy ponad miarę,
Bo gdy się na ten czyn zdobywałem,
Nie traktowałem tego jako karę.
Tylko wyzwanie dla duszy człowieka,
Który ukochał bajko-górskie włóczęgi,
I który tylko na takie gratki czeka,
I nie traktuje tego jako mordęgi,
Lecz akumulatorów naładowanie
Ot takie MTB ukochanie…
Relacje zdał bike’o-pisarz Wojciech Pusz
Praca nadesłana na konkurs MTBnews.pl
|