MTBnews.pl

Start arrow Artykuły arrow Różne arrow Wyprawa do Szwecji
Wyprawa do Szwecji Email
Autor: Iwona Grzywaczewska, Małgorzata Herzog   
24.08.2008.
Spis treści
Wyprawa do Szwecji
Strona 2
Strona 3

Wyprawa do SzwecjiNa wyprawę w urokliwe tereny Szwecji wybrała się ekipa Trójmiejskiej Inicjatywy Rowerowej. Zastanawiali się nad kilkoma wariantami tras, ale zdecydowali się na rejony Blekinge, Smalandii i Olandię.

Na wycieczkę zebrała się 9-osobowa ekipa. Noclegi planowaliśmy na polach kempingowych, pod namiotami. Ponieważ na kempingach w Szwecji płaci się za namiot, a nie od osoby, zdecydowaliśmy się na zabranie 3 większych, 3-osobowych namiotów. Mirek postanowił towarzyszyć nam z busem, byliśmy więc w komfortowej sytuacji, jeśli chodzi o przewóz bagaży, które jechały "na pace". Nieograniczeni pojemnością i ciężarem sakw, mogliśmy zaopatrzyć się w sporą ilość prowiantu. Szwecja - jak wieść niesie, kraj drogi. Choć na kempingach miał być dostęp do kuchni, zabraliśmy ze sobą na wszelki wypadek butle gazowe i faktycznie kilka razy się przydały. Po długich poszukiwaniach dało nam się kupić w księgarni internetowej szczegółową mapę południowej Szwecji - służyła nam wiernie przez cały wyjazd i trzeba przyznać, że była często dokładniejsza niż lokalne mapy, które mogliśmy dostać na miejscu.

1 dzień (czwartek, 17 lipca), dystans: 14 km
Nasza wyprawa rozpoczęła się w Gdyni – wypłynęliśmy o godz. 7 rano promem Stena Baltica do Karlskrony. Rejs trwał 10 i pół godziny. Prawie nie bujało. Zwiedziliśmy statek, posiedzieliśmy na leżakach kontemplując morskie widoki, skąd przegoniły nas w końcu groźnie wyglądające chmury. Niektórzy ucięli sobie drzemkę. I tak minął dzień. Do portu w Karlskronie zawinęliśmy ok. godz. 19.30. Była ładna pogoda. Ruszyliśmy na poszukiwanie najbliższego kempingu. Zlokalizowaliśmy go na wyspie Dragso (jednej z 33 wysp Karlskrony!), 14 km od przystani promowej.

Trójmiejska Inicjatywa Rowerowa w Szwecji
Najbardziej efektowny z mostów Karlskrony (na wyspę Senoren)

2 dzień (piątek, 18 lipca), dystans: 40 km
Pierwszy poranek na szwedzkiej ziemi powitał nas deszczem. Postanowiliśmy zmienić pierwotne plany i, zamiast jechać od razu na północ w kierunku Kalmaru, przeznaczyliśmy cały dzień na zwiedzanie Karlskorny. Pojechaliśmy na wyspę Trosso, gdzie mieści się centrum miasta. Zwiedziliśmy rynek, dwa kościoły, zajrzeliśmy do biura turystycznego w poszukiwaniu lokalnych map, a potem schroniliśmy się w Marinmuseum przed nękającym nas co i rusz deszczem. W muzeum obejrzeliśmy ciekawe ekspozycje związane z historią floty szwedzkiej, modele żaglowców, przeszliśmy podwodnym tunelem, przez peryskop oglądaliśmy okoliczny archipelag, zajrzeliśmy do zrekonstruowanego wnętrza starego okrętu marynarki wojennej, a nawet uruchomiliśmy silnik kanonierki. Po południu, korzystając z poprawy pogody, popłynęliśmy bezpłatnym promem samochodowym na wyspę Aspo. To jedna z najciekawszych wysp archipelagu. Główną atrakcją jest cytadela z końca XVII w. Objechaliśmy wyspę leśnymi ścieżkami, podziwiając malownicze drewniane domki. Wieczorem zaś wybraliśmy się na spacer po urokliwych uliczkach Karlskrony.

3 dzień (sobota, 19 lipca); dystans: 92 km
Przez całą noc i większość poranka znów padało. Dopiero przed południem przejaśniło się. Zdecydowaliśmy się skrócić planowaną trasę i zatrzymać się na nocleg na kempingu w Kristianopel. Ścieżką rowerową dojechaliśmy do Lyckeby, gdzie obejrzeliśmy Młyn Królewski. Dalej nasza droga wiodła na wyspę Senoren, połączoną z lądem najbardziej efektownym mostem Karlskrony. Na wyspie, dzięki pomocy tubylców, dotarliśmy do punktu widokowego Botet, znajdującego się w pobliżu osady Torp. Faktycznie warto było się natrudzić, aby go znaleźć, bo panorama była cudna. Następnie pojechaliśmy na Półwysep Torhamn. Tu odnaleźliśmy miejsce, gdzie znajdują się liczne ryty naskalne z epoki brązu (1800 lat p.n.e.), przedstawiające sylwetki ludzi, zwierząt i łodzi. W miejscowości Torhamn spotkaliśmy się z naszą ekipą samochodową, czyli Danką i Mirkiem, którzy wyjechali nam naprzeciw na rowerach z bazy noclegowej. I już wspólnie dojechaliśmy do kempingu w Kristianopel.

Trójmiejska Inicjatywa Rowerowa w Szwecji
Trudno było tu dotrzeć, ale widok nam to wynagrodził (punkt widokowy Botet)

4 dzień (niedziela, 20 lipca); dystans: 71 km
Nad ranem obudziła nas ulewa – krople deszczu przeraźliwie waliły w tropik namiotu. Wyglądało to na prawdziwe urwanie chmury. Jednak opatrzność czuwała nad nami, koło południa rozpogodziło się i ruszyliśmy w kierunku Kalmaru. Mimo usilnych starań nie udało nam się znaleźć opisanych w przewodniku ruin twierdzy w Kristianopelu. Za to mieszkańcy wskazali nam miejsce w leżącej nieopodal miejscowości Broms, gdzie kiedyś znajdował się pradawny gród. Trzymając się bocznych dróg, mijaliśmy malownicze, położone wśród pól osady, w których znajdowały się stare średniowieczne kościoły, otoczone cmentarzami przypominającymi raczej wypielęgnowane mini-ogródki. Kilka kilometrów przed Kalmarem natrafiliśmy na ścieżkę rowerową, która doprowadziła nas do samego miasta. Rozbiliśmy się na polu kempingowym, a wieczorem znów wyruszyliśmy na spacer. Błądząc uliczkami miasta, dotarliśmy do pięknie oświetlonego zamku Kalmar Slott – dawnej rezydencji władców szwedzkich. Z zaskoczeniem odkryliśmy, że brama jest otwarta, mogliśmy więc wejść na dziedziniec i przejść się wzdłuż murów warowni.

5 dzień (poniedziałek, 21 lipca); dystans: 85 km
Rano, tym razem już na rowerach, pojechaliśmy na zamek. Zwiedziliśmy muzeum – komnaty królewskie, salę, gdzie ucztowali królowie i wnętrza z wystawami czasowymi. Teraz była przed nami wycieczka na Olandię. Na wyspę prowadzi most o długości 6 km i wysokości 40 m ponad lustrem wody. Niestety w sezonie letnim obowiązuje na nim zakaz ruchu rowerowego. Pomiędzy Kalmarem i wyspą kursują "cykelbussy" dla turystów, a rowery przewożone są na specjalnej przyczepie. W autobusie zawarliśmy znajomość z kierowcą, który, jak się okazało, ma żonę Polkę. I chyba z sentymentu do rodaków małżonki obdarował nas super dokładną mapą Olandii z zaznaczonymi ścieżkami rowerowymi. Naszym celem był zamek w Borgholmie, stolicy Olandii. Dotarliśmy tam główną drogą, która była bardzo uciążliwa ze względu na duży ruch samochodowy. Urozmaiceniem trasy były wiatraki tak charakterystyczne dla krajobrazu wyspy. Niegdyś było ich 2 tys., do dzisiaj przetrwało 355.

Zwiedziliśmy imponujących rozmiarów ruiny renesansowego zamku Borgholm Slott. Później mieliśmy w planie spacer po położonych nieopodal ogrodach, przylegających do letniej rezydencji królewskiej Solliden Slott. Niestety okazało się, że są one zamykane wcześniej niż to było opisane w przewodniku, a nasze próby przekonywania pani przy kasie, by wpuściła nas tam choć na 5 minut na nic się nie zdały.

Za Borgholmem z ulgą zjechaliśmy z głównej drogi i dalej już poprowadziła nas ścieżka rowerowa. Po kilkunastu kilometrach szlak zbliżył się do morza. Była to jedna z najpiękniejszych tras, jakie kiedykolwiek przemierzyliśmy – szutrowa droga wijąca się wzdłuż kamienistego wybrzeża, gdzieniegdzie poustawiane w niewiadomym dla nas celu piramidki z kamieni na tle błękitnej tafli morza, kamienne domki nad samą wodą, na horyzoncie zarys wyspy Bla Jungfrun – Błękitnej Panny. Po prawej stronie łąki z krzaczkami jałowca, od czasu do czasu niewielkie, drewniane osady i wszechobecne wiatraki. A wszystko to rozświetlone w promieniach słońca. W miejscowości Sandvik mogliśmy podziwiać największy zachowany wiatrak w Skandynawii, którego ramiona mają rozpiętość 24 m. Tutaj skręciliśmy na drogę, która zaprowadziła nas na drugą stronę wyspy do kempingu, zaplanowanego jako nasza baza wypadowa na Olandii. Kemping był bardzo kameralny, położony nad brzegiem morza, namioty rozbiliśmy wśród krzaków jałowca.

Trójmiejska Inicjatywa Rowerowa w Szwecji
Zamek Kalmar Slott  dawna rezydencja władców szwedzkich



 
 
Garneau

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack