|
Nadszedł czas, aby podsumować występ naszej srebrnej medalistki Mai Włoszczowskiej na Igrzyskach w Pekinie. Z tym tematem zwróciliśmy się do trenera kadry narodowej Andrzeja Piątka.
MTBnews.pl: Zacznijmy od najważniejszego, czy cel w Pekinie został osiągnięty?
A.P.: Od 10 lat prowadzę kadrę narodową kolarzy górskich i od samego początku moim celem był medal olimpijski. Cel więc został osiągnięty.
MTBnews.pl: Dla większości srebro jest wielkim sukcesem, niektórzy jednak mówią, że niewiele brakowało do złota. Jak Pan to ocenia, mogło być lepiej, czy raczej nie było szans?
A.P.: Analizując wyścig z Majką też się nad tym zastanawialiśmy. W początkowej fazie wyścigu Spitz jechała pierwsza, Fulana druga, potem Maja. Na jednym ze zjazdów Fulana się przewróciła blokując inne zawodniczki jadące z tyłu (telewizja tego nie pokazała). W tym momencie Spitz zyskała ponad 20 sekund przewagi. To był kluczowy moment wyścigu. Maja twierdzi, że gdyby nie to, nie odpuściłaby Sabine. Czy wytrzymałaby jej tempo do końca trudno powiedzieć, ale na pewno walczyłaby z nią, a znając wolę walki Majki kto wie jak to by się skończyło.
MTBnews.pl: Dla wielu fachowców większą niespodzianką od zdobycia medalu przez Maję było 10 miejsce Oli Dawidowicz. Czy Pan również podziela tą opinię?
A.P.: Dla mnie osobiście nie. Wiedziałem, że dyspozycja Oli jest dużo wyższa niż na MŚ w Val di Sole. Dla kibiców na pewno jej jazda była miłą niespodzianką. Mimo dopiero 21 lat walczyła jak równy z równym i bez żadnego respektu dla bardziej utytułowanych rywalek. Gdyby nie upadek, byłaby o kilka miejsc wyżej. To ogromny sukces Oli. Moim zdaniem większy niż zdobycie brązowego medalu młodzieżowych Mistrzostw Świata.
MTBnews.pl: Wielu kibiców kolarstwa górskiego zauważyło, że Sabine Spitz miała znacznie lżejszy rower (źródła podają jego masę na 7,2 kg) od Mai (8,7 kg). Czy można powiedzieć, że to właśnie zadecydowało o sukcesie Niemki?
A.P.: 7,2?! Nie wiem czy w chwili obecnej jest możliwe osiągnięcie takiej masy w wyścigowym rowerze MTB. W wystawowym pewnie tak. Najlepiej zapytać o to Grzegorza Dziadowca, który przygotowywał nasze rowery do olimpijskiego startu, człowieka znającego się na rowerach, jak chyba mało kto. Masa roweru jest bardzo istotna, ale trzeba pamiętać, że najważniejszym czynnikiem w osiąganiu sukcesów w kolarstwie górskim i innych sportach jest przygotowanie psychofizyczne zawodnika. Sprzęt jest bardzo ważny, jednak nie tak, jak samochód w Formule 1.
MTBnews.pl: Wracając do roweru naszej reprezentantki. Czy była możliwość przygotowania jej czegoś specjalnego, czy byliście związani kontraktami, które was ograniczały?
A.P.: Majka jechała na doskonale przygotowanym rowerze i na dzisiejsze warunki bardzo lekkim. To był sprzęt specjalnie przygotowany na Igrzyska Olimpijskie. Od wielu lat naszymi sponsorami są: Scott, Shimano, Geax, Pro, Selle Italia. Bez wątpienia są to najlepsi producenci sprzętu rowerowego na świecie. Jesteśmy dumni, że możemy ścigać się właśnie na takich rowerach i jesteśmy przekonani, że kontrakty z tymi partnerami nie tylko nas nie ograniczają, ale pozwoliły osiągnąć cel najwyższy, zdobyć olimpijski medal!
MTBnews.pl: Na zdjęciach widać, że i tak dokonaliście kilku modyfikacji (zamiana Foxa na Sida i odejście od białych opon Geaxa), czym to było spowodowane?
A.P.: Kilka tygodni przed Igrzyskami zaprezentowaliśmy rower, na którym zawodniczki miały wystartować w wyścigu olimpijskim. Różnił się od dotychczasowego kilkoma szczegółami. Najważniejsza zmiana dotyczyła amortyzatora. Chcieliśmy wystartować na Foxie. Uznałem jednak, że przed tak ważną imprezą nie należy dokonywać żadnych eksperymentów i ostatecznie wystartowaliśmy na dotychczas używanych Sidach. Specjalnie na Igrzyska firma Geax wyprodukowała oponę Mezcal w kolorze białym. Jednak po kilku treningach na olimpijskiej trasie uznaliśmy, że najbardziej odpowiednią oponą na to podłoże będzie model Saguaro. A ten występuje tylko w kolorze czarnym. Może nieco gorzej wizualnie, ale na pewno skuteczniej.
MTBnews.pl: Na zdjęciach z podium Maja wygląda na dość mocno odchudzoną. Czy zrzucenie wagi przed Igrzyskami było zamierzone, czy to był tylko efekt cięższych przygotowań?
A.P.: Zawsze przed rozpoczęciem BPS-u (Bezpośredniego Przygotowania Startowego – red.) do imprezy mistrzowskiej staramy się, aby Majka miała optymalną dla siebie masę ciała, czyli 51,5 - 52 kg. Od lat wiemy, że przy tej masie czuje się najlepiej. Tak też było i tym razem.
MTBnews.pl: Czy po Igrzyskach w Atenach, gdzie Maja była 6, a Ania Szafraniec 11, czuł Pan na sobie przez te cztery lata presję wyniku? Media już wtedy domagały się od naszych zawodniczek medali.
A.P.: Teraz mieliśmy dużo większy spokój w przygotowaniach niż przed Atenami. Wtedy wszyscy liczyli na medal, teraz jeśli już, to nieliczni. Nie było szumu medialnego z tym związanego, nie było presji władz. Mogliśmy przygotowywać się w spokoju. Cały sezon podporządkowaliśmy tej jednej imprezie. Mimo wielu słów krytyki, chociażby po Mistrzostwach Europy, konsekwentnie robiliśmy swoje. Generalny sprawdzian jaki zrobiliśmy na MŚ pokazał nam, że medal IO jest bardzo realny. W BPS-ie czyli ostatnich 8 tygodniach przed Igrzyskami zrobiliśmy wszystko co potrafimy, aby Majka i Ola jeździły tak szybko, jak tylko jest możliwe. Do Pekinu lecieliśmy ze świadomością, że więcej już zrobić nie mogliśmy. Testy wydolnościowe pokazały, że jest bardzo dobrze. W tym miejscu chciałbym podziękować panu Ryszardowi Sobiesiakowi właścicielowi Hotelu Szarotka w Zieleńcu za stworzenie optymalnych warunków pobytowych, mających duże znaczenie dla samopoczucia zawodników przed tak ważną imprezą.
Zrobiliśmy duży wynik i chciałbym to wykorzystać dla rozwoju polskiego kolarstwa górskiego.
Andrzej Piątek |
MTBnews.pl: Czy obecnie ma Pan poczucie ulgi: "mamy już medal, udowodniliśmy swoją wartość i nikt już nam do Londynu głowy nie powinien zawracać"? Czy teraz w spokoju można planować kolejne Igrzyska?
A.P.: Zrobiliśmy duży wynik i chciałbym to wykorzystać dla rozwoju polskiego kolarstwa górskiego. Przecież brakuje nam zaplecza. Nie mamy ciągłego programowego szkolenia, a to jest niezbędne, aby nasze MTB mogło się dynamicznie rozwijać. Szkoła mistrzostwa sportowego, ACSS, szeroka kadra juniorów, kadra młodzieżowców, kadra seniorów i wreszcie kadra olimpijska. Dotychczas funkcjonowała tylko ta ostatnia. Na resztę brakowało środków. Gdyby nie współpraca PZKol-u i grupy zawodowej Halls to i kadra olimpijska nie funkcjonowałaby tak jak powinna.
MTBnews.pl: Przez ostatnie lata zbyt dużo chyba zrobiono dla torowców, którzy w oczach kibiców dali plamę w Pekinie. Czy po srebrnym medalu Mai, kadra narodowa kolarzy górskich może odważniej pukać do PZKolu o pieniążki?
A.P.: Uważam, że tym wynikiem udowodniliśmy, iż warto nam zaufać. Nie wyobrażam sobie, aby centralny system szkolenia kolarzy górskich wyglądał jak dotychczas.
MTBnews.pl: Przy relacjach telewizyjnych z Pekinu (wyścig mężczyzn) mówił Pan, że teraz nadeszła pora na szukanie nowych talentów i zaopiekowanie się nimi w sposób profesjonalny. W jaki sposób chciałby Pan to zrealizować?
A.P.: Talentów w polskim kolarstwie nie brakuje. Trzeba je tylko wychwycić. Jesienią będę chciał zrobić badania diagnostyczne szerokiej grupie juniorów, juniorek i młodzieżowców. Wszystkich, których parametry będą odpowiednie, chciałbym objąć szkoleniem w kadrze narodowej.
Teraz mieliśmy dużo większy spokój w przygotowaniach niż przed Atenami. Wtedy wszyscy liczyli na medal, teraz jeśli już, to nieliczni.
Andrzej Piątek |
MTBnews.pl: Według naszej ankiety, ponad 70% czytelników MTBnews.pl uważa, że medal Majki będzie miał wpływ na rozwój kolarstwa górskiego w naszym kraju. Czy uważa Pan, że faktycznie na tym skorzystamy, że więcej ludzi przyjdzie do tego sportu, że sponsorzy będą chętniej wspierać nasze kluby, że w końcu telewizja częściej będzie pokazywała zawody MTB?
A.P.: Medal Majki na pewno będzie miał wpływ na rozwój kolarstwa górskiego, ale pod warunkiem, że ludzie zajmujący się MTB odpowiednio zaangażują się w wykorzystanie tego wyniku. Wiadomo, że sponsor raczej sam do klubu się nie zgłosi. Trzeba go poszukać. Podobne z mediami. To my musimy się do nich zwracać z prośbą o pokazywanie zawodów MTB czy o patronaty medialne. Teraz będzie nam łatwiej. Na pewno jednak nie możemy usiąść i czekać na sponsorów czy zainteresowanie mediów. To nie będzie na zasadzie: ,,zrobiliśmy medal olimpijski to sponsorzy będą się pchali drzwiami i oknami”. Na bazie wyniku Majki będzie to łatwiejsze. PZKol musi wesprzeć MTB na szczeblu centralnym, ale na pewno nie spowoduje, że sponsorzy przyjdą do klubów. Musimy być też bardziej aktywni w regionach, a wtedy może za kilka lat będziemy drugą Szwajcarią? Bo młodzież zainteresuje się tym sportem bardziej niż miało to miejsce przed Pekinem. Musimy jej tylko stworzyć dobre warunki szkolenia.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim, którzy nam pomagali w jakikolwiek sposób aby cel osiągnąć. Nie sposób napisać wszystkich, bo lista byłaby bardzo długa. Pozwolę sobie wymienić tylko moich najbliższych współpracowników bez pomocy których tego medalu pewnie nie zdobilibyśmy. Są to: Grzegorz Dziadowiec – mój asystent, Mariusz Rajzer – fizjoterapeuta, Hubert Grzebinoga – mechanik i Robert Pietruszyński – lekarz.
Podziękowania również dla firm i instytucji: PZKol, Ministerstwa Sportu, Totalizatora Sportowego, PZU SA, Cadbury Wedel, Quest, Shimano, Scott, Geax.
|