MTBnews.pl

Start arrow Artykuły arrow Różne arrow Zrobił niespodziankę
Zrobił niespodziankę Email
Autor: Marcin Piecuch   
30.08.2008.
Spis treści
Zrobił niespodziankę
Strona 2

Marcin PiecuchZadebiutował na tegorocznym Bike Challenge i choć nie należał do faworytów ukończył tą wymagającą imprezę na czwartym miejscu. O tym wyścigu opowiada Marcin Piecuch.

Swoją przygodę z maratonami rozpocząłem w 2003 roku, startując po raz pierwszy w Krakowie. Kilka dni przed wyścigiem kupiłem pierwsze buty SPD oraz strój kolarski, do tego czasu po prostu lubiłem jeździć. Po tym starcie zapragnąłem się ścigać. Zacząłem zgłębiać swoją wiedzę na temat kolarstwa, maratonów itd. Zainwestowałem w sprzęt i w 2004 roku zaliczyłem więcej startów. Od początku dobrze czułem się na długich dystansach i takie jeździłem. Gdy dowiedziałem się czym są wyścigi etapowe, marzyłem by kiedyś w takim wystartować. Spełniłem swoje marzenie i wystartowałem w wyścigu etapowym. Nie chciałem go tylko ukończyć, chciałem pojechać najlepiej jak potrafię. Czy to mi się udało? Dopiero teraz, spokojnie analizując wyścig, widzę jak wiele jest czynników, o których nie sądziłem, że będą tak istotne. Wiem, że nie zrobiłem wszystkiego idealnie, ale wiem już na co warto zwrócić uwagę. Dzieląc się swoimi wrażeniami, postaram się również przekazać te uwagi.

Początkowo barierą dla mnie była cena wpisowego oraz brak drugiej osoby do zespołu, ale mając coraz lepsze wyniki, liczyłem, że dostanę propozycję startowania w klubie, który mi pomoże. W tym sezonie udział mogli brać również zawodnicy solo, więc jeden problem się rozwiązał. Dostałem również propozycję jazdy w klubie gwarantującym opłacenie wpisowego i od początku wiedziałem, że Bike Challange będzie jedną z moich priorytetowych imprez w sezonie. Swojego marzenia na pewno nie zrealizowałbym gdyby nie pomoc moich indywidualnych sponsorów: firm Resgraph, Greinplast, OPGK Rzeszów S.A., Eksa oraz TPM, ponieważ pozostałe koszty związane z udziałem przekraczałyby moje możliwości.

Marcin PiecuchNie mam trenera, jednak doświadczenie jakie zdobyłem ścigając się przez ostatnie lata, przyglądając się i słuchając rad innych zawodników, pomogło mi odpowiednio się przygotować. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z przeprowadzonych przeze mnie treningów przygotowujących mnie do takiego wysiłku. Trudno tu opisywać co robiłem przez kolejne okresy. Oczywiste jest, że nie można startować z marszu. Nawet startując dla samej przygody, trzeba trenować. Zaplanowałem kilka startów w maratonach dzień po dniu, niektóre traktując nawet z biegu, specjalnie nie odpoczywając przed nimi, a wszystko po to, by przyzwyczaić organizm i nauczyć go jak najszybszej regeneracji. Na tydzień przed maratonem zmniejszyłem intensywność i długość treningów, żeby do wyścigu przystąpić maksymalnie wypoczętym. Dla kontroli treningu regularnie pokonuję odcinek testowy, najczęściej na dwa dni przed zawodami. Przed Bike Challange pojechałem go znakomicie, osiągając najlepszy czas. Był to dla mnie element wzmacniający psychikę, upewniający mnie w tym co robiłem. Przygotowanie mentalne i pewność siebie, przekonanie w tym co robimy jest również istotne.

Mimo tego stres przedstartowy udzielał się bardziej niż zwykle. Bardzo ważne by nad nim panować – przeforsowanie się na początku może być fatalne w skutkach. 11-kilometrowy prolog przejechałem zachowawczo, to nie tu rozstrzygnie się wyścig. Wieczorem odbyło się pasta party. Chcąc osiągnąć dobry wynik, nie można dużo czasu poświęcać na rozmowy i spacery po obozie. Wspólne noclegi zapewniane przez organizatora nie wszystkim pozwalają w pełni wypocząć. W zasadzie wszyscy walczący o czołowe pozycje spali w hotelach lub pensjonatach. Moje fundusze na to nie pozwalały, dlatego przed wyjazdem wyposażyłem się w dmuchany materac i za miejsce pierwszego noclegu wybrałem mój samochód, Sharana, w którym spokojnie mogłem się sam rozłożyć - prawie jak w camperze.

Przygotowanie mentalne i pewność siebie, przekonanie w tym co robimy jest również istotne.

Pierwszy etap z Kudowy Zdrój do Dusznik Zdrój nie wywołał już u mnie takiego stresu. Na pierwszym podjeździe doszło do pierwszych selekcji, ja spokojnie szukałem swojego miejsca, nie starając się za wszelką cenę jechać z przodu. Powoli rozkręcając się z około 10 pozycji, dochodziłem kolejnych zawodników. Jechałem razem z Czechami, Włochami, Duńczykami, Niemcami, docierało do mnie to, iż jestem na wyścigu, na który zjechała się europejska czołówka. W połowie trasy doszedłem jadącego na 5 pozycji Duńczyka, Michaela Borupa, krótką rozmową zachęciłem go do współpracy – na rozstrzygnięcia między nami przyjdzie czas, na razie ważne było aby oszczędzać siły i wspólnie walczyć o jak najmniejszą stratę na etapie. Przyznam się, iż nie znałem tego nazwiska, nie czując respektu na jednym z podjazdów, widząc, że to on korzysta ze mnie, a nie ja z niego, zaatakowałem. Co chwilę któryś z nas poprawiał, licząc, że drugi odpadnie. Gdy po wypłaszczeniu ukazał nam się długi podjazd Duńczyk nie wytrzymał. Do końca etapu pozostał mi długi zjazd i podjazd. Ciesząc się z dobrej 4 pozycji, jechałem w odpowiedniej dla siebie strefie. Na ostatnim podjeździe ujrzałem kolejnego Duńczyka - Allana Bachmanna, który złapał kapcia, wskoczenie na 3 pozycję dodało mi skrzydeł… Będę dekorowany! Pierwsi na mecie byli już Andrzej Kaiser i Wojciech Halejak. Czekając na dekorację umówiłem się z Łukaszem Młodynią, że razem będziemy nocować i dojeżdżać na etapy. Super.

To, że dojechałem na metę, nie oznaczało końca. Teraz rozpoczął się kolejny, nie mniej ważny etap – etap regeneracji przed kolejnym dniem. Podczas etapówki trzeba być bardzo zdyscyplinowanym. Czas jazdy jednego etapu porównywalny jest z lżejszym dystansem giga na jednodniowych maratonach. Wszyscy znamy uczucie następnego dnia po maratonie, robimy sobie wolne i odpoczywamy. Tutaj czasu na regenerację jest o wiele mniej, a z każdym kolejnym etapem potrzebowalibyśmy go coraz więcej. Czas od przejechania mety do kolejnego startu należy maksymalnie wykorzystać. Zaraz po wyścigu przygotowywałem napój regeneracyjny, wybrałem mało znane w Polsce odżywki firmy Nutraxx, które używałem od miesiąca i byłem z nich bardzo zadowolony. Następnie „ogarniałem” siebie i szedłem na masaż, który usuwa szkodliwe metabolity i regeneruje tkankę nadszarpniętą wysiłkiem. Z masaży, jeśli tylko mam możliwość, korzystam też po zwykłych maratonach i podczas zgrupowań, a jeżeli nie, to sam wcieram specjalny olejek z ziołami. Następnie zajmowałem się rowerem, do ostatniego dnia wyścigu było sucho, co nie powodowało wielkiego zużycia sprzętu, niestety problemy na późniejszych etapach mnie nie ominęły. Od 16:00 wydawane były posiłki, zawsze starałem się być punktualnie, by nie czekać w kolejce i nie tracić niepotrzebnie czasu. Czasem czułem już głód i myślę teraz, że dobrze by było już wcześniej coś zjeść, podczas gdy organizm ma najlepsze przyswajanie. Na końcowych etapach przekonałem się również, że bardzo zmęczony organizm może mieć problemy z przyswajaniem jedzenia. Wtedy ważne by jeść rzeczy łatwe w trawieniu i w niedużych porcjach.

Image



 
 
Garneau

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack