MTBnews.pl

Start arrow Sport arrow Relacje i wyniki arrow Piechowice od kuchni
Piechowice od kuchni Email
03.09.2008.

Marcin PiecuchNa kolejnej edycji Mio Fujifilm Bike Maratonu znów dał o sobie znać Marcin Piecuch zwyciężając na dystansie giga. Wyraźnie podbudowany tym sukcesem napisał nam krótką relację z wyścigu.

Zmierzając na 19 już maraton w tym roku, spędziłem kolejny piątek na przebijaniu się przez Polskę ze wschodu na zachód. Na nocleg dotarliśmy przed północą, trzeba było szybko położyć się do spania, żeby wypocząć przed wyścigiem. Start maratonu Mio Fujifilm Bike Maraton był w Piechowicach, czyli tam gdzie w 2001 roku ruszył pierwszy maraton cyklu. Co prawda wtedy jeszcze nie startowałem, ale w ubiegłym roku miał tu również miejsce start do 3 etapu czterodniowej etapówki Bike Adventure. To właśnie na tym etapie prowadziłem prawie cały czas, jednak nie atakując i nie próbując rozerwać grupy, ostatecznie nie wygrałem. Zrozumiałem wtedy, że nie mogę w ten sposób jechać wyścigu. Tu trzeba walczyć, odpierać ataki i odpowiadać na nie wtedy, gdy wydaje się nam, że już nie mamy siły. Można zawierać układy współpracy, ale tylko wtedy, gdy są dla nas korzystne ;-) - nie można dać się wykorzystać innym.

Mio Fujifilm Bike Maraton

Rano niebo było bezchmurne, z uśmiechem zacząłem wykonywać standardowe czynności przedstartowe. Towarzyszył mi trochę większy niż zwykle stres, spowodowany tym, iż nie było mnie na dwóch ostatnich edycjach i forma zawodników startujących tylko na tej edycji była dla mnie niewiadoma. Małe zamieszanie przy ustawianiu w sektorach, ale wszystko rozwiązało się pozytywnie. Ruszyliśmy. Miałem przed sobą sporo ludzi, ale początek szerokim asfaltem pozwolił mi przecisnąć się do przodu. Obawiałem się, że pomimo dobrego przygotowania ogólnego mogę mieć problem z szybkim startem. Tymczasem zaskoczyło mnie nie za szybkie tempo. Początek jechaliśmy w licznej grupie, jak na maraton rozgrywany w górach. Mając w pamięci etap Bike Adventure, postanowiłem zaatakować, rozerwać peleton na mniejsze grupki. Na 28 kilometrze wykorzystałem trudniejszy technicznie podjazd po luźnych kamieniach. Wszedłem w rytm, płynnie przechodziłem nierówności i zgodnie z planem rozciągałem grupę. Nie spodziewałem się, że nikt nie dotrzyma mi koła. W grupie jechali czołowi zawodnicy z Mega, m.in.: Drahan, Jabłoński, Dorożała oraz z Giga: Poroś, Dobrzycki, Mazurek. Oczywiście nie miałem zamiaru na nich czekać, można powiedzieć, że przeskoczyłem jeden z planowanych do wykonania punktów - chciałem rozerwać grupę na mniejsze, utrzymywać się w pierwszej, by później z niej zaatakować. Udało się od razu to drugie.

Mio Fujifilm Bike Maraton

Na kolejnym podjeździe starałem się zgubić z widoku goniących mnie zawodników. To też jest element działający na psychikę pogoni. W momencie gdy znikam z ich pola widzenia, jest już łatwiej utrzymać przewagę. Od początku czułem się bardzo dobrze, ale cała ta sytuacja mnie podbudowała. Zobaczyłem kolejny podjazd, wąska ścieżka z kamieniami i korzeniami – idealna na trasę maratonu. Nogi same chciały przycisnąć. Dalej równie ciekawy zjazd do rozjazdu i przejeżdżając go jako pierwszy zawodnik, pomknąłem na drugą pętlę. Od rodziców Pawła Lemparta złapałem drugi bidon, dziękuję! Jest mi bardzo miło, że pomimo tego iż się ścigamy, mogę liczyć na ich pomoc na trasie. Wiadomo, że łatwiej jedzie się za kimś, jesteśmy wtedy bardziej zmotywowani. Ja starałem się gonić prowadzącego mnie pilota na motorze:). Pokonując ponownie te same podjazdy i zjazdy cieszyłem się z jazdy, trasa była bardzo fajnie ułożona. Mając odpowiednią ilość picia i batoniki w kieszeni, w ogóle nie korzystałem z bufetów. Na jednym z nich zatrzymał się pilot, gdy dojeżdżałem, zaczął się szybko zbierać. Przejeżdżając miałem ochotę krzyknąć: pojadł? No to jedziemy! Na rozjeździe z licznika odczytałem 5 km do mety. Chciałem to jeszcze usłyszeć od stojących tam ludzi, by znów dodać sobie „kopa”. Wtedy usłyszałem: „jeszcze 11!” – ok. no problem. Ciekawie poprowadzona trasa, powodowała, że kilometry szybko mijały, a zjazdy dostarczały emocji. Coraz więcej kibiców świadczyło o zbliżającym się końcu. Nie widząc goniących mnie zawodników, mogłem już spokojnie zmierzać na metę. Odpowiednie przygotowanie i przemyślany trening dały efekt – udało się znowu wygrać!

fot: Bartek Sufin i Tomasz Gruszka

 
 
Garneau

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack