Team „Powolniacy” w składzie Ernest Kaiser i Tomek Łukawski wygrał tegoroczny wyścig TransCarpatia 2008. To największy sukces gorzowskiego kolarstwa MTB ostatnich lat. Praca konkursowa.
Tegoroczny wyścig TransCarpatia 2008 przez polskie i słowackie góry miał być wyjątkowy z kilku powodów. Piąty jubileuszowy, najstarszy i najcięższy wyścig MTB w Europie Środkowej został zaplanowany na ośmiodniowej „pętli”: Ustronie - Korbielów - Kościelisko - Szczawnica Zdrój - Krynicę Zdrój - Szczawnica Zdrój - Rabka Zdrój - Korbielów – Ustronie. Czyli 563 km, 15 tys. metrów przewyższeń przez Beskid Śląski, Żywiecki, Horną Oravę i Popovą Horę, Podhale, Spisz, Pieniny, Popradzki Park Krajobrazowy, Małe Pieniny, Gorce i Pasmo Policy. Po ubiegłorocznych doświadczeniach i przetarciu szlaku przez gorzowski team „Optimus MTB” (Paweł Markowski i Artur Brykner - 48 miejsce), tym razem na stracie TC 2008 stanęła silna sześcioosobowa ekipa z Gorzowa wsparta dwoma cyborgami: Martinem Vlcko z Andorry w Pirenejach i Tomek Łukawskim z Rząśnika w Sudetach. 17 sierpnia na starcie wyścigu stanęliśmy w następujących składach:
Dwa zespoły dwuosobowe (kat. Man)
- „Powolniacy”: Ernest Kaiser & Tomek Łukawski
- „MTB4fun”: Paweł Markowski & Artur Brykner
Czterech zawodników indywidualnych (kat. Solo)
- „Tiki Taka”: Martin Vlcko
- „Floro”: Maciej Florczak
- „Przeżyj to sam!”: Krzysztof Pniewski
- „NRS3.Bike”: Bartek Banaś.
Od początku nie mieliśmy wątpliwości, że dla większości z nas TC 2008 będzie przede wszystkim walką o przetrwanie i szczęśliwe dojechanie do mety, o tyle team „Powolnicy” ma szanse na podium. My deklarowaliśmy jedyne co mogliśmy zrobić, czyli pokładanie się na drodze i blokowanie ścigającego ich peletonu. Ernest i Tomek skromnie wypowiadali się o swoich planach. Ich moc pozostała tajemnicą dla konkurencji do chwili startu, a nazwa „Powolniacy” okazała się dobrym kamuflażem. Ernest okazał się nieocenionym mistrzem konwersji danych na GPS dzięki czemu sugerowaną trasę mieliśmy stale przed oczami. Mając trzy GPS na rowerach ruszyliśmy łącząc się w podgrupy: mtb4fun+Floro, Tiki Taka+Przeżyj to sam!+NRS3.Bike. Powolniacy z racji wielkiej mocy nawigowali sami.
W dużym skrócie wyglądało to tak (dane z licznika Florka):
Etap I Ustronie-Korbielów (90,5 km, 2 699 m przewyższeń, max. 65,8 km/h)
Od początku Powolniacy gnają w czubie. Są pierwsi na pierwszym punkcie kontrolnym, ale potem gubi ich brak doświadczenia. Inne teamy wykorzystują wyszukane wcześniej skróty i na kolejny punkt kontrolny Ernii z Tomkiem meldują się z rozdziawionymi buźkami w okolicy... 20 miejsca. Jak mawiał Tomek „wrzucili na blat i na ośkę, mogąc się skupić jedynie na bólu w nogach” i pognali za czołówką. Mtb4fun i Floro jechali swoje, chociaż początek nie zapowiadał się różowo. Zresztą raczej krwista czerwień, a nie róż jest odpowiednim kolorem do oddania zmagań na TC. Cała trójka zaliczyła spektakularne gleby. Paweł rozwalił przy tym przedni hamulec, a Florkowi po jednym z karkołomnych zjazdów zupełnie uszło powietrze z dobitego amortyzatora. Na szczęście nie złapaliśmy żadnego flaka. Ostatecznie po zjeździe nartostradą z Pilska do mety dotarli wszyscy: Powolniacy - 7 miejsce, mtb4fun - 20. i indywidualni: Floro - 10, Przeżyj to sam! - 23, NRS3.Bike - 24, Tiki Taka - 25.
Etap II Korbielów-Kościelisko (82 km, 1472 m przewyższeń, max. 61 km/h)
Tym razem Powolniacy dokładniej przeglądnęli mapy, a my postanowiliśmy przynajmniej utrzymać się na już zdobytych pozycjach w generalce. Tomek tak ciągnie, że mam kłopoty z nawigowaniem. Gdy tylko spojrzę na GPS od razu mi odjeżdża i nie mogę utrzymać koła - przyznawał z wyrzutem Ernest. Jeszcze tylko tego dnia Tomek uznał, że lepiej maksymalnie napierać niż skupiać się na nawigacji, co doprowadziło do dwukrotnego zmylenia drogi przez Powolniaków. Pozostałe nasze tamy na słowackich szosach i szutrach utrzymały swoje pozycje, chociaż Florkowi zaczął spadać łańcuch. Jego kłopoty z niesubordynacją łańcucha i przerzutki będą odtąd towarzyszyć nam aż do mety ostatniego etapu TC. Wieczorem z dalszego ścigania zrezygnuje Martin. Natomiast na pytanie Florka o samopoczucie Ernest przyznaje - nawet się zmęczyłem, ale nogi mnie nie bolą!
Czyli, jak zrozumiałem, czuje się jak czasem ja po pracy w Gazecie - jestem zmęczony, ale też nogi mnie nie bolą ;-)
Etap III Kościelisko- Szczawnica (65,9 km, 1372 m przewyższeń, max. 65,8 km/h)
Wieczór spędzony nad mapami, wgrywanie na GPS możliwych krótszych wariantów trasy między punktami kontrolnymi wreszcie miały przynieść efekt w postaci podium dla Powolniaków, a nam dać wunderwaffe do walki z innymi teamami. To był przełomowy etap. Chociaż jak zwykle Powolniacy lekko zbłądzili, ich jasna strona mocy pozwoliła im nadrobić nadłożone kilometry i wjechać na metę pod Trzema Koronami na 2 miejscu! W trakcie tego etapu z wyścigu wycofał się z kontuzją kolana Bartek z NRS3.Bike. Nam szło różnie. Paweł zaliczył poważną glebę. Uszkodził przerzutkę i kolano, ale dzielnie dalej prowadził nasz atak na Pieniny. Podczas zjazdu z uskokami w okolice jeziora Czorsztyńskiego lot koszący zaliczył także Florek. Mimo poważnego stłuczenia klatki piersiowej i nieprzytomnego obłędu w oczach Maćka, udało nam się razem wjechać na metę: mtb4fun - na 17 miejscu, Floro indywidualnie na 14. Minutę przed nami na metę wpadł Kris z Przeżyj to sam! Nasza szóstka już w komplecie ukończy wyścig.
Etap IV Szczawnica-Krynica (54,9 km, 1324 m przewyższeń, max. 62,4 km/h)
Etap krótki ale treściwy - napisał Florek w notatkach. I tak było. Dwa długie wyczerpujące mnie podjazdy! Paweł z kolanem owiniętym bandażami. Florek z centralnym sińcem na klacie. W połowie etapu zastrzyk adrenaliny dało nam spotkanie w okolicy Piwnicznej największych konkurentów Powolniaków - teamu Napieraj pl. Ich bliskość oznaczała, że albo my jedziemy super, co było mało prawdopodobne, albo Ernest z Tomkiem wreszcie pokazali... lwi pazur i odjechali konkurencji. Tak było w rzeczywistości. Powolniacy wreszcie nie popełnili błędu w nawigacji i „przeorali” ten etap. Dzięki turbosprężarce Tomka i mocy Erniego odjechali próbującym utrzymać się im na kole konkurencyjnym teamom. Od początku prowadzili i po zjeździe z Jaworzyny pierwsi wpadli na metę. 40 minut po nich na 17 miejscu wjechał skład mtb4fun+Floro (indywidualnie awansował na 13 miejsce). Kilka minut później zameldował się Kris.
Etap V Krynica - Szczawnica (64,4 km, 2079 m przewyższeń, max. 59 km/h)
Od wczorajszego etapu czuliśmy smak zwycięstwa Gorzowa w TC wypracowany przez Powolniaków. Ernest cierpliwie analizował różne warianty tras, aby wgrywać nam wszystkim najbardziej optymalne rozwiązania. Tomek - główny motor ich teamu raczył się miodem w różnym stanie skupienia, a my nacierając się ben-gajem, łykając tony potasu, magnezu i węglowodanów marzyliśmy już tylko o utrzymaniu dotychczasowych pozycji. Tego dnia niestety nawet „chemiczny Ali” nam nie pomógł. Dwa podjazdy - na Jaworzynę, a potem kilkunastokilometrowy z Rytra na Radziejową pozbawił nas woli walki. Chociaż przyspieszyliśmy na końcu etapu ostatecznie mtb4fun spadł na 21 pozycję w generalce. Floro na 14. Powolnicy jechali równo swoje, nieosiągalnym dla śmiertelników tempem, wpadając na metę na II miejscu, co pozwoliło im wyjść na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. - Jak się czujesz? Bolą nogi? - Nie... Nogi nie... Ale twarz sobie zjarałem - odpowiadał Ernest nam, którzy nie potrafili na mecie wstać o własnych siłach. Po chwili Ernest pocieszał, że jednak pogoń z Tomkiem nawet za jego kołem to „jazda na wyrzyganie”.
Etap VI Szczawnica-Rabka (62,4 km, 1829 m przewyższeń, max. 42,7 km/h)
W nocy dopadła mnie alergia, a w dzień zupełnie rozbity rzygałem na pierwszych kilometrach ciekawego widokowo etapu prowadzącego m.in. przez 18-kilometrową Ochotnicę i Turbacz. Powolniacy gnali jak zwykle w czołówce. Oni ścigają się już tylko z wiatrem oglądając za sobą Niemców z Bike-Indianer, Rosjan z teamu Sybereans i ambitnie walczących o każdą sekundę polskim zespołem Napieraj.pl. Do składu mtb4fun+Floro dołączył Kris z Przeżyj to sam! Razem będziemy wspierać się w dotrwaniu do końca wyścigu. Dobrze rozpędzamy się dopiero na podjeździe przez Ochotnicę. Na asfalcie, jak niemal zawsze, ciągnął Paweł, a my pokornie chowamy się w jego tunelu. Paweł zalicza tego dnia jedną glebę na zjeździe rysując lakierek na swoim perłowym Canionie. Ja kilkaset metrów przed metą wylatuję z roweru waląc kaskiem w Matkę Ziemię. Kask pęka amortyzując upadek. Z lekko porysowanym obliczem wtaczam się matę. Nawet nie chce nam się sprawdzać jak nisko spadliśmy w generalce. Za to Powolniacy cały czas na czele.
Etap VII Rabka-Korbielów (82,8 km, 1657 m przewyższeń, max. 65,8 km/h)
Nikt z uczestników TransCarpatii nie miał wątpliwości że VII etap jest kluczowy. Zrobienie dobrego wyniku na masywie Policy (1369 m) i pod Babią Górą gwarantował niezagrożoną pozycję na ostatnim, krótkim VIII etapie zwanym „etapem pokoju”. Właśnie VII etap, w ocenie większości zawodników, miał przesądzić o wygranej i ugruntowaniu pozycji innych teamów w generalce. Przygotowaliśmy się do niego bardzo solidnie. Ernest uwzględnił wszystkie możliwe i niemożliwe do przejechania skróty. Właściwie zupełnie zrezygnowaliśmy z sugerowanych szlaków pieszych na rzecz podjazdów szosowych i zjazdów nartostradami z wariantami podejść „polami, polami, po lasach, po lasach”. Paweł nawigował „jak stało” w GPS, więc pod Policę wnosimy rowery nad głowami przez wiatrołomy, w paprociach wyższych od nas, po drodze ratując zupełnie zagubionych w polskiej dziczy Portugalczyków z teamu TransPortugal. Ostatecznie rożne skróty i mniej lub lepiej dopracowane warianty sprawiły, że w Korbielowie Powolniacy wjechali na metę pierwsi, mtb4fun - 14, a Florek indywidualnie na 11 miejscu. Ten wynik pozwolił spokojnie zasnąć przed czekającym nas ostatnim „etapem pokoju”
Etap VIII Korbielów-Ustronie (59,9 km, 1306 m przewyższeń, max. 58,3 km/h)
Ten etap jedziemy według sugerowanej przez organizatora trasy. Raczej nie połakomimy się na żadne skróty. Mtb4fun ma 20 pozycję w generalce, a następny za nami zespół z Holandii ma 40 min straty. Powolniacy są liderami z 35 minutową przewagą nad drugim w klasyfikacji generalnej teamem, więc także nastawiają się na nawigację bez terenowych ekscesów. Gdy tylko rusza peleton, jeszcze na honorowym przejeździe przez Korbielów Ernestowi strzela opona. Z Powolniakami zostaje Kris i Florek, który wiózł ze sobą także zapasową oponę. „Pokojowy etap” zamienia się w nerwówkę. Chłopaki w kilka minut zmieniają dętkę. Jak InterCity mijają nas na jednym z asfaltów, kiedy my z Pawłem w tempie rowerowej wycieczki snujemy się czekając na dojechanie Krisa i Florka. Potem okazuje się, ze gumę łapie także Tomek, więc chłopaki walczą o każdą sekundę. Wpadają na metę na II miejscu, niecałe 25 min za Napieraj pl., co ostatecznie daje im zwycięstwo w TransCarpatii 2008 w kategorii teamów i w kategorii Open (łączny czas 8 etapów: 31h 16min 44s). My także przyspieszyliśmy w połowie etapu mimo, że Florek zaliczył spektakularną glebę przerysowując sobie rękę od dłoni po łokieć. Wjeżdżamy na metę utrzymując w klasyfikacji generalnej 20 pozycję teamu mtb4fun (łączny czas 8 etapów: 44h 41min 57s). Florek kończy wyścig indywidualnie na 15 (łączny czas 8 etapów: 44h 42min 08s), a Kris na 18 miejscu (łączny czas 8 etapów: 47h 17min 49s).
Puchar TransCarpatii 2008 przyjechał do Gorzowa.
Do startu TC 2008 zgłosiło się oficjalnie 177 zawodników i zawodniczek, w tym 66 dwuosobowych teamów. Wystartowało 137 osób. Do mety dojechało 94 zawodników, w tym 38 dwuosobowych teamów.
Artur Brykner
www.mtb4fun.ovh.org
|