Srebrny medal Mai Włoszczowskiej na Igrzyskach spowodował ogromny szum medialny wokół jej osoby. Zabiegana Maja znalazła chwilę aby odpowiedzieć na kilka naszych pytań.
MTBnews.pl: Zacznijmy od największej zagadki tego sezonu. Co się stało z zawodniczkami Chińskimi w końcówce sezonu? Co mogło spowodować, że zamiast dwóch medali była klapa – błąd w przygotowaniach, czy może przymusowa zmiana „diety”?
Maja: Myślę, że Chinki po prostu się przeforsowały, lub przeforsowali je ludzie za nie odpowiedzialni. Podobnie jak przed rokiem, sezon zaczęły świetnie, a potem z wyścigu na wyścig było coraz gorzej. Jednak rok temu udało im się odbudować na mistrzostwa świata i obawiałam się, że teraz też na Igrzyskach będą w świetnej formie. Najwyraźniej jednak zostały tak wyeksploatowane, że powrót do optymalnej dyspozycji zajmie im znacznie więcej czasu. Nie ma dla zawodnika nic gorszego niż przetrenowanie. Wydaje mi się, że to był powód ich gorszej dyspozycji, ale mogę się mylić.
MTBnews.pl: Po Atenach przewidywaliście z trenerem Andrzejem Piątkiem, że czołówka światowa (chodziło o zawodniczki po trzydziestce) powinny się do Pekinu wykruszyć. Wasze przewidywania, choć tak na prawdę się sprawdziły (wyjątek to Sabine Spitz), to na pewno musiało być nerwowo, bo wykruszyły się dopiero na samych Igrzyskach. Premont i Fullana – początek sezonu fantastyczny, Gunn-Rita - mistrzostwo świata w maratonie, czy te wyniki nieco Ciebie nie zaskoczyły?
Maja: Tak naprawdę to po Atenach nikt się nie wykruszył. Z najlepszych zawodniczek karierę zakończyła tylko Alison Sydor. Reszta pozostała. Jeśli chodzi o wyniki wyścigu olimpijskiego, zaskoczeniem była dla mnie tylko postawa Premont. Do tej pory nie wiem czy wycofała się z powodu defektu, czy słabszej dyspozycji. Gunn Rita po zeszłorocznych problemach zdrowotnych nie może dojść do dawnej dyspozycji, choć trzeba też zauważyć, że reszta zawodniczek poszła mocno do góry i nawet dawna forma Norweżki nie musi jej gwarantować zwycięstw. Na Pucharach Świata w Kanadzie widać było, że w Pekinie nie powalczy o podium. Natomiast Fullana była znakomicie przygotowana, ale dla niej trasa w Pekinie była zbyt trudna technicznie. Warto jednak zauważyć, że do czołówki dobiło dużo innych zawodniczek: Catherine Pendrel, Giorgia Gould, Lene Byberg. Od Aten swój poziom mocno podwyższyła Kalentieva, która zawsze jeździła w czubie, ale ostatnie dwa lata są dla niej fenomenalne. Nerwowo z powodu dużej liczby rywalek nie było. To jest sport, każdy ma prawo trenować i walczyć o medale. Już dawno nauczyłam się, żeby nie patrzeć na to co robią inni, jak szybko jeżdżą. Staram się skupiać na własnym treningu i tym, żeby do najważniejszej imprezy przygotować się optymalnie. Niestety duża liczba rywalek sprawia, że nawet najwyższa forma nie gwarantuje sukcesu, ale na to już nic nie poradzimy. Oprócz super kondycji i umiejętności technicznych trzeba też mieć trochę szczęścia.
MTBnews.pl: Jak myślisz, ile z tych wielkich zawodniczek skończy po tym sezonie sportowe kariery?
Maja: Nie zastanawiam się nad tym.
MTBnews.pl: Gunn-Rita Dahle zapowiedziała, że nie ma mowy o poddaniu się i z nową motywacją szykuje się do Londynu. Czy to jest możliwe aby w wieku 35 lat (w Londynie miałaby już prawie 40) walczyć na równi z młodymi, energicznymi zawodniczkami?
Maja: Sabine Spitz ma teraz 37, Alison Sydor zdobywała medale Mistrzostw Świata w wieku 39 lat. Nie wspominając o Janie Longo na szosie... Tak, jest to możliwe.
MTBnews.pl: Jak podała jedna z agencji marketingu sportowego popularność Mai Włoszczowskiej zdecydowanie wzrosła. Czy dostałaś już jakieś propozycje reklamowe i kiedy możemy zobaczyć Ciebie w spotach telewizyjnych?
Maja: Prowadzę rozmowy z kilkoma firmami. Może coś z tego wyjdzie, może nie... Zobaczymy.
MTBnews.pl: Twoje konkurentki pojawiają się w reklamach firm rowerowych. Kiedy nasza srebrna medalistka stanie się „twarzą” któregoś ze sponsorów?
Maja: Gdy tylko ten sponsor zechce wykorzystać mój wizerunek :-). Zauważę tylko, że byłam na okładce międzynarodowego katalogu Shimano, i to już trzy lata temu.
MTBnews.pl: Wielu sportowców po spektakularnych sukcesach aktywizuje swoje działania w kierunku promocji swojej dyscypliny sportu zakładając fundacje, budując skocznie narciarskie, czy organizując szkółki sportowe. Czy Maja Włoszczowska już o czymś takim myślała?
Maja: Od miesiąca nie zajmuję się niczym innym... Jeżdżę ze spotkania na spotkanie. Pojawiam się zarówno w mediach jak i na bezpośrednich spotkaniach z kibicami. Fundacji zakładać nie będę, natomiast poważnie myślę o zorganizowaniu wyścigu z gwiazdami światowego MTB, a w przyszłości Pucharu Świata w mojej rodzinnej Jeleniej Górze. Są duże szanse, że to się uda :-).
MTBnews.pl: Jakie są plany sportowe na najbliższy rok? Trener Andrzej Piątek wspominał coś o luźniejszym sezonie.
Maja: Na pewno nie będzie tyle zgrupowań co zawsze. W domu spędzimy styczeń i luty, a dopiero w marcu wyjedziemy do RPA, gdzie odbędą się pierwsze zawody Pucharu Świata. Jeśli chodzi o wyścigi, to specjalnie odpuścić sobie nie możemy, bo już od początku roku ruszają kwalifikacje do Igrzysk w Londynie.
MTBnews.pl: Kiedy Maja Włoszczowska zaatakuje Puchar Świata? Czy masz coś takiego w swoich planach?
Maja: Już udało mi się jeden wygrać :-) Domyślam się, że pytanie dotyczy całego cyklu. Zastanawiam się nad tym i na pewno, w którymś sezonie będę chciała powalczyć o to trofeum. Być może będzie to już przyszły sezon, ale muszę to jeszcze przemyśleć. Najpierw potrzebne mi są porządne wakacje.
MTBnews.pl: Wielu młodych ludzi ogląda Ciebie w programach TV, czyta wywiady – widzą, że medal daje Ci sławę i profity. Czy te piękne chwile na podium w Pekinie i ten cały szum medialny po powrocie do kraju są w stanie zrekompensować te 8 lat katorżniczej pracy? Co byś powiedziała tym młodym ludziom rozpoczynającym swoją przygodę ze sportem – warto było?
Maja: Prawdę powiedziawszy ten szum medialny coraz bardziej mnie wykańcza. Zawsze mi się to bardzo podobało, jednak teraz intensywność spotkań, wywiadów i zwłaszcza związanych z nimi podróży jest zdecydowanie za duża. Choć zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej mieć za dużo na głowie niż za mało, teraz nie bardzo sobie z tym radzę. Ale żyję nadzieją, że niedługo odpocznę :-). Czy było warto? Już dla samego przejazdu przez linię mety i tych kilku chwil na podium było warto. Tak naprawdę wszelkie profity i szum medialny są nieistotne. Najwspanialsze jest to, że widzę jak wielu ludziom sprawiłam radość i wniosłam dużo pozytywnych emocji do ich życia. Dzięki temu czuję, że moje ma sens.
MTBnews.pl: Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów sportowych.
|