MTBnews.pl

Start arrow Sport arrow Harpagan-36
Harpagan-36 Email
Autor: Maciej Florczak, Dariusz Dreger   
18.11.2008.
Spis treści
Harpagan-36
Strona 2
Harpagan 36Dla jednych to nie jest MTB, dla innych to najciekawsza forma spędzania wolnego czasu na rowerze. Choć impreza odbyła się jakiś czas temu, warto zapoznać się z tą formą rywalizacji w terenie.

Przed 36 edycją Harpagana śpimy z Darkiem w Kamienicy Królewskiej. Budzimy się w hoteliku o 4.30 rano. Miła pani podaje śniadanko. Jeszcze po ciemku składamy „bajki”. Lampki na Harpaganie są i pomocne i obowiązkowe, więc włączamy nasze oświetlenia i gonimy na start. Dostajemy mapy. Patrzę na nią i myślę: czeski film! 295 rowerzystów rusza na trasę.

O 6:40 ruszamy jako jedni z ostatnich. Chcemy jechać na północ i potem jadąc odwrotnie do ruchu wskazówek zegara zaliczać punkty kontrolne (PK). A jedziemy jak barany w stadzie na zachód!! Śpimy jeszcze czy co? Ale moc jest z nami! Nie ma bata... Nikt do końca już nas nie wyprzedzi. Od niskiej temperatury; ok. 2-3 stopnie pada mi stara bateria w liczniku. Na szczęście Darek ma swój sprawny. Zanim się obudziliśmy za stadem ludzi na rowerach trafiamy o 07:16 na PK nr 10 w Smolnikach w lesie, na rozwidleniu dróg, kilkanaście kilometrów od Sierakowic. Gdyby nie one (rowery) to można by pomyśleć, że to grzybiarze; tylu ich w lesie i w tylu różnych kierunkach jadą. A my wśród nich. Dalej w stadku jedziemy kilkanaście km na PK17 w Gowidlinku. Filmu czeskiego ciąg dalszy! Zielony namiocik schowany w dołku morenowym na skrzyżowaniu przecinek w lesie. Zanim go znaleźliśmy to objechaliśmy go z innymi uczestnikami tego filmu dookoła ze dwa razy. W końcu jest! Już 8:17, tracimy co najmniej pół godziny. Do następnego PK nie startujemy od razu. Uspokajamy się... powoli zaczynamy samodzielnie myśleć. Mapa, kompas... ok. Wyznaczamy trasę i jedziemy już sami. Mapników nie mamy, czym budzimy uśmiechy i zdziwienie u innych Harpaganowych wyżeraczy. Trzymamy mapy za pazuchami, w foliowych koszulkach i jest ok.

Harpagan 36

Po kilku kilometrach na asfalcie i paru kilometrach traw i piachów wpadamy o 8:48 na PK 6 na cyplu jeziora Godlińskiego. Trochę suszonych owoców, baton i jazda. Ludki prowadzą pod górkę rowery, mijamy ich na luzie wzbudzając tym razem podziw. To co, że nie mamy mapników; moc nas nie opuszcza. Daro tnie jak przecinak, staram się nie zostać w tyle; za nami już ok. 30-40 km. Następny PK 3 jest w lesie niedaleko Chałup. Nawigacja idzie nam coraz lepiej, wyprzedzamy grupki innych Harpaganowców. Bezbłędnie trafiamy o 9:27 na skrzyżowanie drogi z przecinką w lesie. Parę łyków wody z miodem, garść suszonych daktyli i... „Chałupy Welcome To”!

Lasami na asfalcik. „Blat, ośka i skupiamy się na tym dziwnym uczuciu w nogach” - cytuję zwycięzcę tegorocznej Transcarpatii Tomka zwanego Rzeźnikiem z Rząśnika. Na asfalcie dwóch ostrych zawodników zostaje za nami. Wpadamy do Parchowa. Czubek języka za przewodnika... i już wiemy gdzie jest Zielony Dwór; za remizą w prawo i nad jeziorko. A tam PK 14 po... drugiej stronie przesmyku Jeziora Mausz! Wchodzimy bez zastanowienia nie zdejmując niczego, z rowerami na ramionach do wody. Po chwili jesteśmy odhaczeni na ww PK (10:08) i kręcimy mokrzy do pasa na południe podmokłą dróżką w stronę Nakla. Mamy już 5 PK! A przed nami jeszcze ponad 8 godzin czasu. Jak tak dalej pójdzie to będzie nieźle. Napieramy! Mostek na kanale za Skwierawami przed PK 19 mijamy o 10:55. Pęka 80 km. Co dalej? Po torach do Lipusza? Czy dróżkami i przecinkami mniej więcej wzdłuż torów? Wybieramy wariant 2. Błądzimy zapamiętale i koniec końców lądujemy poza obszarem otrzymanej mapy! Nadkładamy z 5-10 kilometrów. „Szybcy i Wściekli” wpadamy do Lipusza. W sklepie uzupełniamy wodą bidony i lecimy na Kościeżynę. Po drodze odbijamy do PK2 w bok przecinką, zaraz za przejazdem kolejowym. Pięknie tu jest - lasy, jeziora, wąwozy, cypelki. Już planujemy tu wakacje z rodzinami i z rowerkami oczywiście.

Harpagan 36

Na PK2 nad jeziorem Karpno jesteśmy dopiero o 12:21. Dziewczyny palą ognisko. Chwila (niecała minuta) relaksu i jarem pod górkę wracamy na asfalt. 100 km już dawno za nami. Przed Kościerzyną mam chwilowe odcięcie paliwa. Dobrze, że Daro ma jeszcze moc! Ciągnie mocno i cicho jak elektrowóz. Przed nami ponad 20 km asfaltu i sporego ruchu samochodowego. Mijamy innych uczestników H36. Zaczynamy też spotykać już tych co jechali zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Daro mówi, że niedaleko musi chyba być ich gniazdo, bo tyle naraz się pojawiło ludzi na rowerach. Jedni mówią jak dalej jechać i gdzie szukać PK, inni nawet nie kiwną ręką. Ot, ludzie i ludziska...



 
 
Garneau
Alpina
Onestar - DMT

MTBnews.pl na:

Youtube - Kanał MTBnews.pl

 

Facebook - MTBnews.pl

 

Prawa autorskie zabezpieczone przez system Copyscape.

Joomla Templates by JoomlaShack