Sezon 2008 był dla mnie z pewnością… dużym wyzwaniem. Jak powiedział Lance: „Motywacja nie zaniesie cię zbyt daleko, jeśli nie masz »nóg«”.
W moim przypadku, w momencie podjęcia systematycznej pracy na pełnym etacie z pewnością znacznie trafniejsze było by hasło: „W kolejnym sezonie nie zajedziesz zbyt daleko, jeśli nie masz »głowy«”. Moment, w którym w życie wkroczy 40 godzin pracy zawodowej tygodniowo zawsze kojarzyłem nieodłącznie z metaforą „operacji na otwartym mózgu”. Co miałaby na celu? Precyzyjne zniszczenie niektórych połączeń nerwowych, w których zapisany był obraz wysiłku treningowego składający się na wyniki sportowe, które osiągnąłem podczas studiów. To właśnie widmo dawnego wysiłku było największym problemem – wiedziałem, że jeśli mam rozpocząć treningi na nowo, to po to, aby wygrywać. Jednak moje statystyki przetrenowanych godzin z poprzednich lat nasuwały bezwzględny, lecz logiczny wniosek – „to nie może się udać przy 8 godzinach pracy zawodowej dziennie, 5 dni w tygodniu”. Tym sposobem całe przetrenowane godziny, przejechane kilometry - słowem rzędy cyfr, które skrzętnie notowałem przez ostatnie lata, stały murem przeciwko mnie. Jedną z nielicznych pozytywnych rzeczy, która pozwalała mi wierzyć, że dam radę się przygotować do sezonu, był mój sezon 2007, który zaimprowizowałem z niezłym rezultatem, startując z treningami dopiero w czerwcu - pokazałem sobie, że „chcieć, znaczy móc”. Ta improwizacja również pozwoliła mi na przeformułowanie, sposobu myślenia z okresu studiów. Wtedy, na ostatnim roku w pewnym momencie standardem stała się praca treningowa w wymiarze około 20 godzin w tygodniu, natomiast wygrywanie samo w sobie przysłoniło całą resztę doznań związanych z kolarstwem.
Na samym początku roku 2008 po kilku miesiącach pracy zawodowej, postanowiłem sklecić kilka „zdań prawdziwych”, które były adekwatne do nowej sytuacji. Myślę, że mogą się przydać innym zawodnikom, którzy już wkroczyli, bądź wkroczą w życie zawodowe. Zdania brzmiały mniej więcej następująco:
1. Więcej czasu na trening niż na studiach raczej już nie będzie. Jeśli nie znajdujesz się w grupie zawodowej, prawdopodobnie w kolarstwie osiągnąłeś już swoje maksimum, dlatego nie patrz na sezon przez perspektywę dawnych objętości i sukcesów, tylko postaraj odnaleźć się z treningiem jak najlepiej w aktualnej sytuacji. Pamiętaj, że teraz głównym priorytetem jest praca zawodowa, zatem gdy trenujesz, nie dopuszczaj do powstania głębokiego zmęczenia.
Komentarz:
Perspektywa 8h za biurkiem, bądź 12h na obiekcie przemysłowym potrafi skutecznie wpłynąć na ostudzenie zapału sportowego. Ważne, było, aby ta wizja nie doprowadziła do wyziębienia. Istotne było dla mnie, żeby pogodzić się z faktem, że większość najlepszych osiągnięć sportowych już raczej za niż przed. Dużo pomogło mi uzmysłowienie sobie, że godziny przetrenowane w przeszłości nie były jedynie inwestycją na jeden, dany sezon. Spojrzałem na poprzednie sezony jako na inwestycję, która może przynieść owoce nawet teraz - organizm przecież „zapamiętał” lata intensywnej adaptacji. Wiedziałem, że znaczny postęp w rozwijaniu mojej wydolności w porównaniu do poprzednich lat raczej mi nie groził.
Postawiłem sobie nowy cel, aby nie myśleć o kolejnym sezonie w kontekście progresywnego podwyższania wydolności (jak czyniłem to w poprzednich latach z sezonu na sezon), ale skupić się na efektownym wykorzystaniu całego zdobytego doświadczenia i próbie „równania” do formy, którą wypracowałem w poprzednich latach. Przy pracy zawodowej nie miałem zamiaru eksperymentować z treningiem, postawiłem na system treningu, który nie doprowadzał mnie do znacznego zmęczenia i zarazem gwarantował stabilny wzrost formy (notabene będąc automatykiem możliwości siania spustoszenia są naprawdę duże - przykładowo sterując śluzą wodną na Odrze, pod wpływem zmęczenia, małym wysiłkiem można stworzyć 5 metrową falę powodziową!). Do końca lutego zajęcia treningowe, miały luźny charakter i były mało skoordynowane. Natomiast od 1 marca, ruszył systematyczny trening. Od tamtego dnia praktycznie całe przygotowanie przedstartowe i startowe oparłem na szkielecie 3 dniowym – środa, sobota, niedziela. W tradycyjnym tygodniu roboczym, nie licząc weekendu, objętość wynosiła maksymalnie ok. 8 godzin. Od połowy kwietnia podstawą treningu stała się metoda startowa. W miesiącu poprzedzającym start główny, którym były dla mnie MP w Maratonie, wspomogłem proces treningowy kilkoma dniami urlopu, które wykorzystałem na dodatkowe bloki treningowe w środku tygodnia.
2. Poznaj charakter pracy zawodowej i zastanów się, jakie dogodne możliwości treningu możesz sobie stworzyć.
Komentarz:
Korzystając z kwartalnego okresu rozliczeniowego godzin pracy, w miesiącu lutym nazbierałem około 16 nadgodzin, które w marcu pozwoliły mi w środę i czwartek wcześniej kończyć. Aby zaoszczędzić czas i zdążyć z treningiem przed zmrokiem, przyjąłem technikę, że trenuję bezpośrednio po pracy. Wymagało to spakowania do samochodu roweru szosowego, zestawu akcesoriów treningowych oraz suplementów. Aby zwiększyć poziom organizacji i tym samym zaoszczędzić jeszcze więcej czasu, postanowiłem spakować do jednej torby praktycznie wszystko, co umożliwiałoby mi trening w niepewnych marcowych warunkach pogodowych. Nie ograniczałem się do jednej pary ciuchów w plecaku. Gdy po pracy przychodziłem się przebierać, miałem możliwość dobrania dokładnie tego, co zapewniło by mi najlepszy komfort cieplny na treningu. Patent z treningiem bezpośrednio po pracy stosowałem praktycznie cały sezon i muszę napisać, że był to strzał w dziesiątkę. Przy odpowiedniej żonglerce nadgodzinami całość można było naprawdę dobrze skalkulować – panowała harmonia, przechodzenie z jednej do drugiej części dnia odbywało się płynnie, bez nerwów, bez niepotrzebnej gonitwy i stresu. Powrót do domu następował w zależności od rodzaju treningu w godzinach 19-22. W osiągnięciu wysokiego stopnia organizacji pomógł mi również główny sponsor. O wszystkie specjalistyczne naprawy roweru dbali specjaliści z Śląskiego Centrum Rowerowego Twomark. Moja rola „mechanika” ograniczała się do przywiezienia na serwis skatowanego sprzętu i odbioru po dwóch dniach sprawnego roweru.
3. Jesteś w nowej sytuacji, można powiedzieć, że startujesz od zera, nie pompuj niepotrzebnie balonu, ostrożnie z ambicjami na sezon, rób konsekwentnie swoje i poczekaj cierpliwie na rozwój sytuacji.
Komentarz:
Podczas studiów, z roku na rok stawiałem sobie wyższe wymagania treningowe. Wiedziałem, że tylko przez ciągły rozwój można pozostać w czołówce. Towarzyszyła temu duża presja na wynik, którą sobie zawsze stwarzałem. Często sprawiała, że celem było wypełnienie norm, które sobie z góry założyłem. Przez to często nie słuchałem organizmu i trenowałem za „wszelką cenę” nawet, kiedy mój organizm mówił „dosyć!”. Praca zawodowa skutecznie ostudziła mój zapał. Na początku nie byłem w stanie nawet stwierdzić, czy będę mógł sobie zapewnić systematyczny charakter treningu.
Niewiadome kazały cierpliwie czekać na rozwój sytuacji, dlatego starałem się z rezerwą podejść do ustalenia celów sezonowych i emocjonalnego zaangażowania w sezon. Wstępnie przedstawiłem sponsorowi cele na sezon 2008, jednak zaznaczyłem niepewną sytuację wynikającą z charakteru pracy (delegacje, interwałowy charakter pracy). Bez wielkiej pompy, aczkolwiek solidnie przykładając się do sprawy, od marca rozpocząłem systematyczne treningi. W okolicach kwietnia okazało się, że do 20 lipca będę mógł systematycznie prowadzić trening. Po tym terminie czekał mnie ponad miesiąc przy wdrażaniu automatyki na obiekcie przemysłowym. Wiadome było, że 10 godzinne dniówki skutecznie spowodują, że nastąpi proces deadaptacji i roztrenowanie. Puzzle zaczęły się układać. Cztery i pół miesiąca to było już coś.
4. Kolarstwo ma być odreagowaniem po pracy, rutyna treningowa nie może być żelaznym obowiązkiem, źródłem dodatkowego stresu bądź odmianą typowej pracy po pracy.
Komentarz:
Wiedziałem, że przy presji pracy i czasu najcenniejsze jest umiejętne zarządzanie zasobami psychicznymi i unikanie wypalenia. Postanowiłem przyjąć dość luźne ramy treningu i ufając doświadczeniu, podejść do niego intuicyjnie. Nie ubierałem sezonu w sztywny plan określony twardo godzinami, kilometrażem, ilością interwałów. Określiłem ramówkę startów, w których chcę wziąć udział, następnie przez dłuższy moment zastanowiłem się, jak rozplanować godziny pracy w tygodniu (podczas prac projektowych w biurze mogłem korzystać z trybu ruchomych godzin pracy).
Na wymagający trening przeznaczyłem de facto 3 dni (środa, sobota, niedziela). Zakodowałem sobie, że mam być wtedy maksymalnie zmobilizowany psychicznie do wykonania solidnej pracy treningowej. W pozostałe dni, pozwoliłem sobie na luźniejszy reżim treningowy. O tym, że założenia były dobre przekonywał mnie moment powrotu do domu – pomimo napiętego grafiku, czułem się zrelaksowany i mogłem przejść z dobrą efektywnością, do pozostałych zajęć, które zajmowały mi resztę wieczoru.
Ważniejsze wyniki w sezonie 2008:
Tytuł Amatorskiego Mistrza Polski w Maratonie Wałbrzych (4 m. open)
MTB Marathon Karpacz mega open 1 miejsce
Mio Fujifilm BikeMaraton Zdzieszowice giga open 2 miejsc
Mio Fujifilm BikeMaraton Boguszów Gorce giga open 1 miejsce
Mio Fujifilm BikeMaraton Tarnów giga open 2 miejsce
Mio Fujifilm BikeMaraton Ustroń giga open 3 miejsce
Mio Fujifilm Bikemaraton Zawoja giga open 3 miejsce
Mio Fujifilm Bikemaraton Poznań giga open 1 miejsce
Bike Adventure open 3 miejsce
I miejsce klasyfikacja generalna M2 Mio Fujifilm Bikemaraton dystans giga
III miejsce klasyfikacja generalna M2 MTB Marathon dystans mega
Komentarz
Kiedy wkracza życie, a brak czasu stawia trening i zarazem „nogi” pod znakiem zapytania, to w pierwszej kolejności warto... zadbać o „głowę”.
Tekst: Paweł Urbańczyk
www.pawelurbanczyk.ticom.pl
Autorami zdjęć są: Marcin Piecuch, Ewelina Ortyl, Andrzej Szymański
|